niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 6 ♥

Wyprostowałam się wlepiając wzrok w lustro. Dostrzegłam siniaki na moich rękach. Były w podobnych miejscach. Patrząc na nie wspomnienia wracały, a raczej wspomnienie, migało mi przed oczami. Leżałam naga na łóżku, on mnie chwycił, urządził w inną pozycję i włożył do moich ust swojego członka. Pchał moja głową w tył i przód. W jednym momencie, chyba upadłam na łóżko. Łzy, które chwilowo zniknęły z mojej buzi, znów się pojawiły. Zaczęło robić mi się nie dobrze. Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki. Klęknęłam przy toalecie i zaczęłam wymiotować. Nie mogłam znieść tego obrazu, siedział bezczelnie w mojej głowie.
-Jezu, Em co się stało?! - Wbiegła moja mama, złapała ręcznik, położyła go koło mnie i zaczęła zbierać moje włosy do tyłu.
-Dziękuję... Zaczęłam sobie coś przypominać...
-On mi do ust... -Zaczęłam mocniej płakać. Robienie chłopakowi dobrze nie jest raczej niczym złym, ale to było na siłę... Jak gwałt.
-Już, ciiii. Będzie dobrze nie myśl o tym.
-Możemy już jechać?
-Tak, tata jest już w aucie. Ubierz bluzkę i chodź.
-Dobrze, zaraz przyjdę. - Na moją odpowiedź, mama kiwnęła głową i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Podniosłam się się z ziemi, wytarłam buzię papierem i spuściłam wodę. Podeszłam do umywalki, wzięłam szczoteczkę do ręki, wcześniej nakładając na nią pastę i zaczęłam dokładnie szczotkować zęby i język. Jak już skończyłam, chwyciłam za koszulkę, która leżała dokładnie w tym samym miejscu i zaczęłam ją zakładać. Wzięłam iphona i pobiegłam na dół, zaznaczając wzrokiem o Hannę.
-Emi co się dzieję? Gdzie jedziecie?
-Jedziemy po coś fajnego kochanie... - Jazda na komisariat, jeszcze jako pokrzywdzona nie było niczym fajnym, ale Han była bardzo mądra, jak na swój wiek i nie chciałabym, żeby się przyjmowała. - Coś naprawdę fajnego...
-Weźcie mnie, proooooszeeeeeee.
-Nie kochanie, to ma być niespodzianka!
-No dobrze, kocham Cię Em.
-Ja Ciebie też, a teraz leć! - Ucałowałam małą Hannę i wybiegłam z domu zatrzaskując za sobą drzwi. Wsiadłam do auta i zapięłam pas. Popatrzyłam na tatę, który siedział za kierownicą. Na jego twarzy na zmianę pojawiał się gniew i smutek. Było mi go strasznie żal.
-Tato możemy jechać?
-Tak już, przepraszam, zamyśliłem się. - Uśmiechnął się delikatnie, patrząc na mnie smutnymi oczami.
-Wstąpcie do jakiegoś sklepu po drodze. Hannie trzeba coś kupić...
-Dobrze, ale jak będziemy wracać. - Wymamrotała mama.
-Nie miałam ochoty na nic ale dla małej Hanny mogłam zrobić wszystko.
W mgnieniu oka znaleźliśmy się pod komisariatem. Przeszły mnie dreszcze na samą myśl o tym, że muszę tam wejść. Powoli odpinałam pasy, kiedy mój tata się odwrócił.
-Jesteś gotowa? - Zapytał delikatnie. Ja tylko kiwnęłam  głową, bałam się. Bałam się tego co będzie. Strach się we mnie powiększał. Wsiadłam z auta i poczułam zimne październikowe powietrze, które przeszywało mnie na wylot. Było mi tak cholernie zimno... Chciałam jak najszybciej wejść na komisariat, aby się ogrzać, ale z drugiej strony, nie chciałam tam iść. Pragnęłam móc cofnąć czas. Byłam taka głupia, na dodatek zawiodłam rodziców i Jess... Była mi tu jak na razie, najbliższą osobą i chciała pomóc, a ja ją odepchnęłam. Nie chciałam wierzyć w to co ona mówiła, ale nie potrafiłam... Wpoiłam sobie po prostu, że on jest inny... Idąc po schodach na komisariat, wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam do Jessi.

Ja: Przepraszam Cię... Nie wiem jaką kretynką jestem, żeby odepchnąć kogoś takiego jak Ty. Zawaliłam, wiem i jeśli nie przyjmiesz nawet przeprosin, zrozumiem to, ale wiedz, że jest mi bardzo przykro.
Jessi: Mi też.

MI TEZ?! I co to ma niby znaczyć... Chodziło o negatywną czy pozytywną stronę tego słowa? W pewnej chwili ogarnęła mnie fala ciepłego, miłego powietrza. Tak,  weszłam do budynku policji. Rozejrzałam się, była tylko pani, która przebierała swoimi małymi rączkami w wielkim stosie papierów.
-Zaczekajcie tu, ja pójdę zapytać. -Oznajmił tata. Patrzyłam tylko jak wymienia zdania z tą kobietą. Chciałam się dowiedzieć o czym mówią, wpatrując się w ich usta, ale na marne... Czekałam nie wiedząc co ze sobą zrobić, zobaczyłam wielkie lustro i podeszłam do niego. W normalniejszych okolicznościach zrobiłabym sobie w nim selfie, ale nie. Wpatrywałam się w nie, nie odrywając wzroku od swojej twarzy. Kolejne wspomnienie zaczęło wracać. Weszło w moje myśli, zamknęłam oczy i widziałam jego twarz miedzy moimi nogami. Był uśmiechnięty, ja ledwo przytomna. Cały czas szczerzył się, obrzydziła mnie jego twarz, to co mi robił. Tak mnie oszukał... Zaczęły lecieć mi łzy, czułam jak rozwiązują mi tusz. Chciałam otworzyć oczy, ale nie mogłam, cały czas widziałam ten obraz. Usiadłam, a raczej upadłam na podłogę i płakałam. Pobiegła do mnie moja mama a później tata. Przytulili mnie mocno, później zaczęli podnosić z podłogi.
-Kochanie co się stało? - Zapytał tata. Nie chciałam nic odpowiadać, pragnęłam powiedzieć to komuś, ale nie potrafiłam. Było to bolesne, nie mogłam się z tym pogodzić, moje myśli szalały. Posadzili mnie na krześle i posterunkowa przyniosła mi szklankę wody. Upiłam pół kubeczka i siedziałam patrząc się przed siebie. Pani policjant wzięła mnie do sali przesłuchań, siedziałam bez ruchu.
-Porozmawiamy? - Zapytała.
-... Dobrze.
-Opowiesz mi co się wczoraj wydarzyło?
-Nie pamiętam zbyt dużo...
-Spokojnie, powiedz co pamiętasz.
-Ehmmm... - Po pół godzinnym przesłuchaniu, rodzice wnieśli oskarżenie o gwałt i skierowaliśmy się w stronę drzwi.
-Tato, nie będzie problemów z tym, że byłam... Pijana?
-Spokojnie -Uśmiechnął się delikatnie, ale widać, że był o to zły. Wsiedliśmy do auta i już jechaliśmy do domu. Przejechaliśmy całą drogę w milczeniu. Kiedy auto się zatrzymało, wyskoczyłam z niego i poszłam do mieszkania. Wchodząc usłyszałam piski Hanny, bawiącej się z opiekunką. Wlokłam się po schodach, prosto do swojego pokoju. Nie miałam siły na nic, nawet na oddychanie. Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi i poszłam spać.
O 6 nad ranem obudziło mnie pukanie do drzwi. Odwróciłam głowę, mama.
-Hej skarbie, trzeba wstawać. - Uśmiechnęła się delikatnie.
-Po co?
-Do do szkoły, skarbie.
-Ehh, już wstaję. - Mruknęłam.
-Zejdź zaraz na śniadanie.
-Okej. -Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Jak już się wykąpałam i pomalowałam, skierowałam się w kierunku szafy. Przesunęłam wielkie dębowe drzwi i zaczęłam szukać jakichś ciuchów. Wybrałam spodnie rurki i czarną koszulkę za tyłek z napisem ACDC. Spakowałam torebkę, zeszłam na dół, założyłam czarne converse i stałam przy drzwiach, czekając na mamę
-A Ty co? Chodź jeść. -Usłyszałam głos mamy z kuchni.
-Nie mam apetytu, przepraszam..
-No dobra, to ja już się zbieram. - Mama latała szybko po domu. W końcu się zebrała i wyszłyśmy z domu. Jechałyśmy w ciszy. W mojej głowie był natłok wszystkich myśli na raz.
-Wszystko będzie dobrze, a nawet jakby się coś działo to dzwoń.
-Jasne. -Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Kocham Cię, trzymaj się! - Mówiła głośno kiedy wychodziłam z samochodu. Bałam się, co będzie w szkole, to oczywiste, takie wiadomości bardzo szybko się rozchodzą, a więc ciekawe w jakim procencie jestem poszkodowaną, a w jakim puszczalską suką... Szłam przed siebie z opuszczoną głową, patrzyłam tylko pod nogi. Jak myślałam o tym wszystkim momentalnie napływały mi łzy do oczu. Wpadłam na kogoś... Po raz kolejny...



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A więc tak, znowu długo nic nie pisałam, wybaczcie poprawki itd. 
Myślałam nad wydłużeniem rozdziałów, ponieważ wydają mi się za krótkie. Zostawcie kom z opinią na ten temat (jeśli ktoś to czyta.)
Bardzo miło widziane komentarze, dają kopa, aby pisać więcej. 
Dziękuję i pozdrawiam :*

KOMENTUJCIE!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz