wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 3♥

-Do tego chłopaka? Tak?
-Co mam odpowiedzieć, żeby pójść?
-Jak ma na imię?
-Chris... Zresztą co za różnica?! Mogę?
-Emily...
-Mamo... W końcu będę mogła porozmawiać z innymi ludźmi.
-Dziecko posłuchaj, oboje dorastacie, a na takich dyskotekach, prywatkach czy jak tam mówicie, dużo się dzieje, za dużo.
-Jezu, nie jestem głupia ani puszczalską zdzirą tak?
-Uważaj na słowa! Ja wiem, jejku, ale chłopcy są wpływowi i silni a dziewczyny, albo ulegają, albo nie są na tyle silne, by się obronić. Współżycie jest grzechem w tym wieku, a dodatkowo nie szanuje się własnej siebie. Nie chcę abyś zrobiła jakąś głupotę.
-Przestań! Wiesz, że nie jestem dziwką, która puszcza się na lewo i prawo!
-Możesz nie krzyczeć?!
-Sorry, nie będę się z nikim ruchać, znam swoją wartość.Mogę iść?
-Dobrze, ale masz uważać,żeby ktoś Ci czegoś nie dosypał do picia, rozumiesz?!
-Dobra, dzięki. - Byłam zła na mamę, ale w głębi duszy cieszyłam się jak dziecko. Wyciągnęłam pośpiesznie telefon z kieszeni spodni i zaczęłam pisać sms-a do Crisa.

"Kicia będę na 100%, tylko napisz adres, kocham papa:**"

-Mamo, a Hanna wróci z tatą czy jak?
-Tak ma ją zgarnąć po drodze. Zaraz jak wrócimy, musimy wypakować jej rzeczy.
-Dobra, zajmę się tym.
Droga powrotna była szybka i bezproblemowa. Weszłam do domu, przebrałam się w dres, przekąsiłam coś na szybko i zaczęłam urządzać pokój  Hanny. Była moją małą, słodką siostrzyczką, która dawała czasem w kość. Mimo wszystko była słodka. Miała urodę bardzo podobną do mojej, przez to wyglądała jak moja córka a nie siostra. Rozpakowałam wszystkie pudła, poustawiałam wszystkie szafki i łóżko. Pokój był przesłodki.
-Myślę, że się jej spodoba. Poszłam do swojego pokoju i wzięłam prysznic. Jak już się osuszyłam. pobiegłam do szafy i zaczęłam szukać czegoś odpowiedniego na imprezę. Wszystko wydawało mi się nudne. Po dłuższym czasie poszukiwań, wygrzebałam coś fajnego. Założyłam lekko prześwitującą bluzkę przed pępek i do tego krótkie szorty. Zeszłam na dół w poszukiwaniu odpowiednich butów.
-Przepraszam Cię bardzo, ale czy wybierasz się gdzieś w tym stroju?!
-Jezu nie zaczynaj znowu...
-Chyba jednak muszę. Proszę natychmiast iść na górę i zmienić swój ubiór.
-Nic nie będę zmieniać! Taksówka już jest!
-Kierowca na Ciebie zaczeka! Natychmiast na górę!
-Za niecały rok już nie będziesz się mną rządzić! 
-Chciałabyś... Do puki mieszkasz pod moim dachem, ja będę o Tobie decydować!
-Ta, na pewno. - Wkurza mnie, kiedy mi rozkazuje. Moje ciało i ubieram się jak chce! Pobiegłam na górę i myślałam co zrobić. Wyciągnęłam bluzkę z długim rękawem z szafy i jakieś spodnie, nałożyłam  na ciuchy, w których już byłam. Zeszłam na dół i kierowałam się w stronę drzwi.
-Nie za grubo się ubrałaś? - Znowu dopadła mnie moja rodzicielka zadając podobne pytanie.
-Boże, raz za mało, raz za dużo... Zdecyduj się, w końcu czego Ty chcesz i mi nie bredź tyle!
-Nie tym tonem moja droga, bo się pożegnasz z wyjściami. Jeszcze raz będziesz pyskować, a będziesz wychodzić tylko do szkoły!
-Dobra oszczędź. Idę, cześć.
-Wróć przed pierwsza w nocy! 
Wybiegłam z domu, szybko wsiadłam do taksówki i podałam kierowcy adres domu Chrisa. W między czasie zaczęłam ściągać spodnie i bluzkę. Spakowałam wszystko do torebki i zaczęłam się poprawiać.
-Hej, w tym stroju lepiej uważaj,różnych ludzi możesz spotkać o tej porze na ulicy. - Odezwał się taksówkarz.
-Przepraszam, ale to chyba moja sprawa. -Warknęłam.
-Dobra, spokojnie. Ja tylko mówię, różnych ludzi wożę o tej porze.
-Dziękuję za ostrzeżenie, ale nawet nie będę na zewnątrz, tylko w środku na imprezie. - Uśmiechnęłam się lekko.
-Na imprezach bywa różnie. Uważaj na siebie. - Spojrzałam na niego, taksówka się zatrzymała i on już patrzył się na mnie. Nie przyglądałam mu się wcześniej, ale teraz to się zmieniło. Wyglądał na bardzo młody i bardzo przystojny. Był wręcz olśniewająco piękny, nie mogłam się na niego napatrzeć. Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę na co on odpowiedział tym samym. Jego uśmiech był lśniąco biały, chciałam zobaczyć go w świetle dnia. W krótkiej chwili zrobiło mi się gorąco a następnie słabo, czułam jak blednę.
-Hej, wszystko w porządku?
-Tak, tak. Dziękuję za przewóz. - Szybko wyskoczyłam z auta.Wchodząc na posesję domu Chrisa zorientowałam się, że zapomniałam zapłacić kierowcy. Natychmiast się odwróciłam i podbiegłam do taksówki. Chłopak się szeroko uśmiechnął w moim kierunku.
-Przepraszam, zapomniałam całkiem, ile się należy?
-Dla Ciebie nic.
-Jej, dziękuję. -Uśmiechnęłam się szeroko
-Miłej zabawy.
-Dziękuję. -Odeszłam od taksówki i pobiegłam do środka. W domu Chrisa było multum ludzi, a impreza trwała zaledwie pół godziny. Nikogo nie znałam i nikt nie znał mnie. Nie wiedziałam co zrobić, postanowiłam znaleźć mojego chłopaka, jeśli mogę go tak nazwać. Poszukiwania były długie, dom był wielki jak nasza szkoła, ale opłaciło się. Na środku salonu  był basen a przy nim DJ, a także Chris. Szybko szłam w jego kierunku, pomyślałam, że zakryje mu oczy. Zaczęłam podnosić ręce, prawie dotykały jego głowy, wtedy on się odwrócił, złapał mnie za nie i przyciągnął do siebie.
-Skąd wiedziałeś?
-Kicia, jak można nie wyczuć w pomieszczeniu tak pięknej osoby? - Mówił uwodzicielskim głosem, a ja spojrzałam za punkt znajdujący się za nim.
-Przyznaj, że po prostu mnie widziałeś jak wchodziłam! - Zaśmiałam się.
-Ciekawe niby jak?!
-Tak, że siedzisz na wprost wejścia którym akurat weszłam.
-No dobra masz mnie. A teraz chodź tu do mnie. -Przyciągnął mnie lekko do siebie, usiadłam mu na kolanach, a on wbił się w moje usta.  Kochałam kiedy mnie całował, jego pocałunki były takie namiętne. Całowaliśmy się przez długi czas, bawiąc się swoimi językami.
-Chcesz coś pić?
-Jasne.
-Jakiś drink?
-Ale tylko jeden, muszę wrócić jeszcze do domu na trzeźwo.
-Okej zaraz wracam. - Pocałował mnie w czoło zanim odszedł po napoje,
 Siedziałam i patrzyłam na ludzi bawiących się w basenie. Sama miałam ochotę iść popływać, ale wstydziłam się chodzić pół naga przy tak wielkiej liczbie osób.
-Hej. - Usłyszałam znajomy głos za plecami. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam Jess.
-Zostaw mnie. - Mruknęłam i się odwróciłam.
-Nie! Znam Cie drugi dzień, a właściwie pierwszy, bo dzisiaj jakoś nie rozmawiałyśmy długo.
-Dziwisz się?!! Po tych głupotach jakie mi nagadałaś?! - Przerwałam jej.
-Jezu, posłuchaj to żadne głupoty! On wziął Cię na swoją stronę, wmawiając Ci coś  wyimaginowanego.
-Nie wydaje mi się.
-A mi kurwa tak!
-Super idź się tym podzielić gdzieś indziej, ale nie tu.
-Wysłuchaj mnie chociaż w części, a może Cię przekonam, że to ja mówię prawdę.
-Dlaczego Ci tak na mnie zależy?!
-Bo Cię lubię! I na dodatek nie chce, żeby ten chuj coś Ci zrobił!
-Nie mów tak o nim! Po za tym umiem o siebie zadbać...
-Dobrze, już mogę Ci powiedzieć o czymś z nim związanego?
-Masz dwie minuty...
-Jezu... Dobra zdążę. Faktycznie kiedyś mi się podobał, ale to było rok temu. Tylko, że to było inaczej. Kiedy ja nie widziałam świata po za nim, on spotykał się z moją przyjaciółką, przez niego nasza przyjaźń się rozpadła.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Ten rozdział jest akurat trochę nudny, ale w następnych będzie ciekawiej. Tak myślę...

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 2 ♥

Usiadłam na ławce, kiwałam się raz w lewą raz w prawą, oczy mi się zamykały i powoli zasypiałam, gdy nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu i swoimi wielkimi rękami zakrył moje oczy. Serce biło mi mocniej i mocniej, mój umysł ogarnęła panika.
-Zgadnij kto to. - Wyszeptał męski głos.
-Puść mnie! - Próbowałam wykrzyczeć, ale jakaś gula stanęła mi w gardle.
-Em, spokojnie, to ja, Chris. - Zaczął się śmiać przy moim uchu.
-Jezu... Wystraszyłeś mnie... Czemu się debilu nie podpisałeś pod tą wiadomością?!! - Wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Spokojnie kicia... A czy to wynagrodzi to co zrobiłem? - Wciągu kilku sekund zbliżył się do mnie i zaczął całować. Ssał moją dolną wargę i próbował  wepchnąć swój język między moje usta, ale go w porę odepchnęłam. -Co? Nie podobało się?! - Mówił uwodzicielskim głosem.
-Przestań... - Odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam.
-Ale o co Ci chodzi?
-Sorry, nie jestem puszczalska...
-Ja też nie. - Uśmiechnął się zadziornie.
-Wiesz, słyszałam inną wersje...
-Ciekawe jaką... - Mruknął a ja siedziałam i myślałam jak zacząć zdanie. -Zechcesz mi odpowiedzieć?
-Że... Dobra nie ważne.
-No właśnie ważne! A czekaj od Jess?
-Może tak, może nie... - Tkwiliśmy przez dłuższy czas w ciszy.
-Wiesz w niektórych sprawach nie można słuchać Jess.
-Przepraszam, ale co masz na myśli?
-To, że... Emily ta historia jest strasznie długa.
-Ja mam czas.
-No dobra. Nie wiem co Ci powiedziała Jess, ale zakładam, że pewnie rucham się z każdą dziewczyna jaką znam... Jej stała gadka. Tak nie jest. To co Ci wmówiłam to same kłamstwa. Kiedyś, jakoś tak rok temu, może mniej, może więcej, Jessica chciała ze mną być, tylko, że ja wybrałem jej przyjaciółkę, aktualnie nie utrzymują kontaktu. No i przez tą akcje, ona opowiada każdemu różne brednie, byle aby wszystkie dziewczyny ode mnie uciekały. W sumie nie taka długa ta historia.
-Wow... Tylko dlaczego ona tak o Tobie mówi?
-Przez nienawiść.
-Aha, a próbowałeś z nią porozmawiać?
-Chciałem, ale ona za każdym razem mnie odpycha.
-Może ja spróbuje?
-Nie, to nic to nic nie da.
-Może jednak, wiesz mam z nią dobre stosunki.
-Nie, serio.
-Ale...
- Proszę odpuść, naprawdę nic to nie da.
-No oki.
-A czy to, co Ci powiedziałem, zmienia teraz coś?
-Troszeczkę. - Uśmiechnęłam się szeroko, a on się szeroko do mnie zbliżył i cmoknął w usta.
-A teraz?
-Troszeczkę bardziej. - Nie mogłam przestać się uśmiechać. Znowu się przysunął i zaczął ssać dolną wargę. Na co ja odpowiedziałam tym samym. Tak, wiem... Całowanie chłopaka, którego znam jeden dzień, ale nie mogłam się powstrzymać. Był taki słodki i uroczy.
-Pragnę Cię poznać Em, od każdej strony. - Odsunął się po czym złapał mnie za rękę. -Jutro robię imprezę, wpadniesz?
-Jasne, a mogę kogoś... Albo już nic. - Uśmiechnęłam się niepewnie.
-Jess tak? Chciałaś ją wziąść? - Zapytał lekko rozkojarzony.
-Chris, nie ważne, nie wezmę jej... Przyjdę sama.
-Ale nie będziesz sama, będziesz ze mną. - Cmoknął mnie w usta.
-Muszę już wracać, mama zaraz wstaje.
-Okej, przepraszam za wyrwanie Cię ze snu księżniczko.
-Nic się nie stało, do później. - Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę domu. Kiedy byłam już w środku i poszłam na górę, położyłam się w swoim łóżeczku. Powoli zasypiałam, ale na marne. Budzik w moim telefonie zadzwonił, a ja musiałam już wstać i zbierać się do szkoły. Nie wiedziałam jak zachowywać się w szkole, przy Chrisie a już bardziej, przy Jess. Miałam totalny mętlik w głowie. Bałam się ta iść... I to drugiego dnia. Chciało mi się śmiać a zarazem płakać.
-Emily, zejdź na dół. - Usłyszałam jak moja mama mnie woła gotując coś w kuchni. Zeszłam do salonu i się rozsiadłam na kanapie, ale zapachy  dobiegające z pomieszczenia obok, tak mnie kusiły, że musiałam wstać i pomaszerować do mojej mamy, zobaczyć co przyrządziła.
-Dzień dobry. - Wymruczałam.
-Dzień dobry kochanie, nałożyć Ci?
-A co takiego?
-Naleśniki z sosem klonowym i owocami.
-Z wielką chęcią, poproszę! - Uśmiechnęłam się szczęśliwa do mamy i usiadłam na stołku przy blacie.
-Proszę bardzo, smacznego słońce.
-Dziękuję. - Zapach ciepłych naleśników dostał mi się do mózgu i zrobił tam eksplozje.Skonsumowałam szybko swoje śniadanie, pobiegłam na górę wziąść szybki prysznic, podkreśliłam oczy tuszem i eyelinerem, nałożyłam szminkę na usta i pobiegłam do szafy. Założyłam niebieskie jeansy i szarą bokserkę, do tego czarne vansy. Włosy spięłam w kucyk i założyłam bandankę. Kiedy byłam już gotowa wybiegłam z domu a następnie wskoczyłam do samochodu gdzie czekała moja mama.
-Gdzie byłaś dzisiaj rano? - Po dłuższej chwili ciszy odezwała się mama. Jej pytanie zmroziło mnie i nie wiedziałam co powiedzieć. W skrócie... Zatkało mnie.
-Co?
-To co słyszałaś.
-Było mi gorąco i musiałam wyjść, odetchnąć świeżym powietrzem.
-Ahaaaaaaaaaa, ale nic Ci nie jest? Boje się, że zasłabniesz.
-Nie coś Ty, było mi po prostu gorąco. - Nie wiedziałam jak się z tego wykręcić, postanowiłam zmienić temat. - Kiedy tata wraca?
-Dzisiaj wieczorem.
-Oki, w końcu go zobaczę! - Pisnęłam szczęśliwa. Zanim się obejrzałam, auto mamy, które prowadziła, było już pod szkołą.
-Idź i pozdrów tego chłopaka co Cie całował.
-Co?! - To co powiedziała zaszokowało mnie.
-To on miał Ci dostarczyć tego tlenu? Szybki jest, Ty też... Uważaj i nie śpiesz się z tym.
-Mamo przestań! - Odpięłam pas, wyskoczyłam z auta i trzasnęłam mocno drzwiami. Jak ona może. Jezuuu, dlaczego mam taką matkę, jak mogła mnie podglądać?! Weszłam do szkoły i ze złością kierowałam się w stronę swojej szafki. Kiedy do niej dotarłam wyciągnęłam książki i zobaczyłam jakąś kartkę, leżącą u mych stóp.podniosłam ją i zaczęłam rozkładać.
"Cześć księżniczko, odwróć się!!! :*"
Nie wiedziałam o co chodzi, więc powoli zaczęłam się odwracać. Zobaczyłam Chrisa. Szedł w moją stronę a właściwie już stał przy mnie. Przygniótł mnie do szafek, odciął dostęp ucieczki, kładąc po obu stronach swoje dłonie. Przybliżył swoje usta do moich i namiętnie pocałował. Kiedy odsunął twarz rozejrzałam się na boki i tak jak myślałam, każdy wlepiał w nas swoje oczy.
-Cześć księżniczko.
-Mogę takie powitanie każdego dnia? - Uśmiechnął się zadziornie, zrobił krok w tył, złapał mnie za rękę i zaledwie po trzech krokach przed siebie, natknęliśmy się na Jessice.
-Powiesz mi co Ty do cholery odwalasz?! - Wykrzyczała mi w twarz.
-Odczep się od niej Jess i nie drzyj mordy!!
-Czy do Ciebie nie dotarło to co Ci mówiłam?! Czy Ty naprawdę jesteś taka głupia i naiwna, żeby się z nim lizać drugiego dnia znajomości?!
-Głupia byłam wierząc Tobie, oszukałaś mnie, po to, żeby się zemścić na nim... - Wykrzyczałam do niej.
-Co proszę?! Co Ty jej nagadałeś?!
-To co trzeba, a teraz spierdalaj mała! - Odepchnął ją lekko i pociągnął mnie za sobą. Jeszcze zdążyłam się odwrócić i spojrzeć na Jessice zanim zniknęła za rogiem. Byłą smutna i miała łzy w oczach, tylko dlaczego. Miałam multum myśli w swojej głowie. Nie wiedziałam jak się zachować ani kogo słuchać, kto miał rację... Faktycznie Chrisa znam jeden dzień, a właściwie już drugi, ale to nie duża różnica, a już się z nim całowałam. Zraniłam Jess ale to ona mnie okłamała.
-Hej słuchasz mnie? - Głos Chrisa wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, pewnie. - Odpowiedziałam zmieszanym tonem.
-Jasne... Posłuchaj, ona już taka jest, przejdzie jej, jak tylko zrozumie, że Cie tak bardzo oszukała i przyjdzie Cie przeprosić. - Żenowało mnie to, że on mówi o Jess, jakby znał ją na wylot.
-Taaaaaa, co wcześniej mówiłeś?
-O dzisiejszej imprezie, możesz prawda?
-Taaaak, jasne. - Nie wiedziałam czy pójdę, nie pytałam mamy, ale musi się zgodzić.
-Taaaak czy tak? - Obiął mnie w pasie i przysunął do siebie.
-Mogę! - Powiedziałam z wielkim entuzjazmem.
-Super. Dasz radę dojechać sama?
-Tak, oczywiście, tylko daj mi adres. 
-To prześle Ci później sms-em. - Resztę dnia w szkole spędziłam u jego boku. Moim największym problemem było to czy mama się zgodzi. Czekałam na nią pod szkołą a ona się spóźniała, jak zwykle. Po jakiś 30 minutach zobaczyłam czarnego land rover'a, podbiegłam i wskoczyłam do środka.
-Cześć jak tam w szkole?
-Mamo mogę iść dzisiaj na imprezę?


-------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 1 ♥

-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - Próbowała pocieszać mnie moja mama prowadząc auto. - Początki są zawsze trudne.
-Mamo, Jezu wiem i błagam przestań... Już sześć razy w ciągu dwóch lat przerabiamy tą samą gadkę, a teraz będziesz mi kazała iść bo się nie wypada spóźnić pierwszego dnia.
-Przepraszam. - Powiedziała ze smutkiem w głosie. - I po...
-Tak wiem.... powodzenia córeczko... - odburknęłam do niej. - Dzięki... - Uśmiechnęłam się do niej lekko, tak, ze mogła tego nie dostrzec. Odpięłam pasy i trzasnęłam za sobą drzwiami. Pójście do nowej szkoły, po raz szósty w ciągu dwóch lat, było czymś bardzo trudnym do przejścia, a jeszcze trudniejsze było to, że znowu będę głównym tematem szkoły... Bycie tą nową, po raz kolejny było męczące. Ciągłe przeprowadzki wykańczały mnie, do tego całkowicie zero stałych znajomości. Mama mówiła, że to niby ostatni raz, ale jakoś ciężko było mi w to uwierzyć.Szłam przed siebie z parkingu szkoły, po czym zza drzew wyłonił się wielki, szary budynek. Jeszcze nigdy nie widziałam tak wielkiej szkoły jak ta. Nowe miasto, nowe liceum, nowi ludzie. To było tak męczące... Ale w tym roku będę mieć osiemnaście lat, będzie bal pod koniec szkoły i będę mogła robić co zechce, nawet jeśli mama będzie chciała się przeprowadzić, ja mogę zostać. Idąc przed siebie z lekko schyloną głową i delikatnym uśmiechem na ustach. Nie bałam się niczego, tylko, że chciałam już z tym skończyć, osiedlić na stałe i mieć w końcu coś czego nie miałam... przez długie miesiące, zastanawiałam się  co jest tak ważne i tak mi tego brakuje, ale nigdy nie wiedziałam co chodzi po mojej głowie... W jednej sekundzie wpadłam na kogoś i upadłam na ziemię co wyrwało mnie z zamyśleń. Czułam ból przeszywający moje kolana, ale gorsze było chyba to, że upokorzyłam się już pierwszego dnia. Lekko się uniosłam i powoli zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
-Przepraszam. To moja wina. - Wymamrotałam, nie odrywając wzroku od asfaltu.
-Nie przejmuj się, każdemu może się zdarzyć. - Uniosłam głowę do góry, na wprost dziewczyny, która była szeroko uśmiechnięta. miała taki cudowny, szczery uśmiech. Miała kruczoczarne włosy i piękne zielone oczy,była po prostu zniewalająco śliczna. Po szybkim przejrzeniu się wstałam, a ona podała mi resztę moich zeszytów.
-Dzięki. - Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na plan lekcji, który wciąż był na wierzchu. - Hej mogłabyś mi powiedzieć gdzie jest sala 137 C?
-Tak, jest na drugim piętrze, lewe skrzydło, na nowszej części szkoły. - Uśmiechnęła się szeroko.
-Dobra to idę szukać. Jeszcze raz dzięki i przepraszam.
-Nie ma za co. - Mrugnęła do mnie i poszłam dalej kierując się w stronę budynku szkoły. Weszłam do środka i kierowałam się w stronę schodów. Jak już je pokonałam i wdrapałam się na trzecie piętro, szłam długim korytarzem i patrzyłam po drzwiach, szukając właściwego numeru sali. Hol ciągnął się w nieskończoność, aż w końcu dotarłam pod sale której szukałam. Usiadłam pod drzwiami, kiedy właśnie zadzwonił dzwonek, przez co musiałam z powrotem wstać. Zaczęło się schodzić co raz więcej osób pod klasy, aż w końcu zrobił się straszny tłok.
-Hej, to Ty. - Usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam szatynkę, którą poznałam kilkanaście minut wcześniej , tym razem z jeszcze większym uśmiechem.
-Hej, tak to ja. - Wyszczerzy się.
-Właśnie miał dojść ktoś nowy, ale nie myślałam, że to Ty. Przepraszam, ale czy mogłabyś mi powiedzieć, jak masz na imię?
-Emily Simmons.
- Śliczne imię! Ja jestem Jessica War, ale mów mi Jess, a teraz mamy lekcje angielskiego z panem Wood'em.
-Ostry jest?
-Nie, akurat on jest spoko.
-Cieszę się  . -Uśmiechnęłam się szeroko po czym przyszedł pan Wood. Weszliśmy do sali, zajęłam wolne miejsce na końcu sali. Siedziałam i słuchałam nauczyciela, kiedy dostałam czymś w głowę. Spojrzałam w dół na podłogę i zobaczyłam zmięta karteczkę. Podniosłam ją, rozłożyłam i zaczęłam czytać.

" Ej Chris ciągle Ci się przygląda, wpadłaś mu w oko. Lepiej uważaj na niego, nie za ciekawy typ.
 Jess."

Przeczytałam ten tekst jeszcze dwa razy. Zgięłam karteczkę i włożyłam do piórnika. Spojrzałam na Jess, która cały czas się na mnie patrzyła z szerokim uśmiechem. Szepnęłam w jej stronę nie i pokręciłam przecząco głową. Mina dziewczyny mnie rozwaliła przez co zaczęłam się śmiać.
-Panno Simmons, może powiesz nam co Cię tak śmieszy? -Pan Wood podniósł swój głos.
-Przepraszam... -Skuliłam się i czułam jak robię się czerwona, a każdy wlepia we mnie swój wzrok.
-Proszę, aby to się nie powtórzyło. - Wysapał pan Wood.
-Dobrze. - Czułam się głupio, jaka ze mnie kretynka, żeby się tak ośmieszyć pierwszego dnia. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Po lekcji wyszłam szybko z sali i szłam przed siebie. Wyciągnęłam plan i zastanawiałam się, w która stronę mam iść.
-Sama to w tej szkole się nie odnajdziesz, może pomóc? - Odwróciłam się i zobaczyłam Chrisa. Poczułam coś dziwnego w brzuchu.
-A, gdzie moje maniery, Chris jestem. - Uśmiechnął się szeroko i zadziornie.
-Wiem... znaczy... - Czułam jak się robię czerwona. - Em, jestem - podałam mu rękę a on ją uścisnął.
-Ale masz mięciutkie ręce. - Wyszeptał a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
-Sory Christianie, ale Em jest już moja.
-Jess, zamknij się, chciałem być miły. - Mruknął zażenowany.
-Ta... ja wiem jaki chciałeś być miły, spierdalaj stad!
-Spokojnie... Cześć Em.- uśmiechnął się do mnie, przez co ugięły się pode mną nogi. To było dziwne.
-Jak już mówiłam, czy tam pisałam, uważaj na niego.
-Ale dlaczego? Przecież wydaję się być fajny.
-No właśnie.
-Co no właśnie?
-Wydaje się...
-Czekaj, powiedz to całym zdaniem...
-Jezu... Chodzi o to, ze on niby wydaję się być super i wgl, ale to pozory. Zdobywa dziewczyny, po to żeby je przelecieć i pochwalić się kolegom. Dziwny typ, serio uważaj na niego. -To co powiedziała Jessica zaszokowało mnie.
-Chris nie wygląda na takiego, ale to serio prawda?! To nie są jakieś głupie plotki?!
-Serio, znam kilka dziewczyn które tak wychujał, a teraz udaje, że ich nie zna.
-Aha, to spoko..
-Ej, nie mów,że Ci się spodobał!
-Nie, nigdy.. może na początku wydawał się fajny i przystojny, ale po tym co usłyszałam..
-No ok..-wymamrotała skrzywiona.
Po szkole wróciłam do domu taksówką, bo mama nie miała czasu..zresztą jak zwykle. Weszłam do pustego domu, zamknęłam drzwi na klucz, wgramoliłam się na górę do swojego pokoju, wzięłam prysznic i poszłam spać. O 4 rano obudził mnie dźwięk sms-a. Z wielką złością podniosłam się na łokciu i sięgnęłam po telefon, który leżał na szafce nocnej. Byłam zaspana i ledwo miałam otwarte oczy, dlatego ta czynność zajęła mi ponad pięć minut.

Od: Nieznajomy
,,Ej, możesz wyjść na chwilę?!''

-Nie wiem czyj to numer i mam wychodzić o czwartej rano na ulicę?! -Myślałam na głos. -Może to Jess, przecież tylko ona ma mój numer i wie gdzie mieszkam..-wciąż myślałam na głos. Powoli zsunęłam się z łóżka, założyłam swoje papcie w kształcie świnek, spięłam włosy w niechlujnego koka, narzuciłam na siebie szeroki sweter, nasunęłam spodenki na majtki i kierowałam się w stronę wyjścia. Chciałam zejść jak najszybciej, by nie obudzić mamy. Moja akcja przebiegła pomyślnie, sen mojej mamy był tak silny, że nic nie było w stanie jej obudzić. Kiedy byłam już za progiem domu, zaczerpnęłam świeżego powietrza i zaczęłam przed siebie zastanawiając się, kto do cholery wyrwał mnie z cieplutkiego i mięciutkiego łóżeczka.


=======================================================================


pytania: ask
Rozdziały postaram się dodawać co tydzień.

środa, 18 czerwca 2014

Prolog

Czy kiedykolwiek miałeś wrażenie, że cały świat stoi przeciwko Tobie?Wyobraź sobie, że stajesz przed wyborem, pomiędzy tym łatwym życiem, które dla wielu osób może wydawać się idealne, a tym cholernie trudnym, lecz czujesz się w nim totalnie szczęśliwym człowiekiem. To pierwsze jest idealne, banalnie proste, żeby nie powiedzieć nudne. Za to drugie, mimo, że przynosi na każdym kroku najtrudniejsze kłopoty, nie jest w nim łatwo, czasem przypomina coś fantastycznego, niczym bajka lub sen, z którego chciałbyś się nigdy nie obudzić. I pomimo wszystko, przekonywań każdego napotkanego człowieka, coś ciągnie Cię do wybrania tego drugiego... Starasz się połączyć oba, zderzają się i wychodzi coś dziwnego, coś niekontrolowanego, niczym tykająca bomba, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Poznajesz go, przystojny, groźny i do tego tajemniczy. Ta tajemniczość Cię kusi, chcesz ją poznać, rozszyfrować, każdy jego milimetr. Wszyscy ostrzegają Cię przed nim, ale Ty z każdą sekundą pragniesz go coraz bardziej. Chcesz być przy nim, każda minuta obok niego jest jak miliard lat świetlnych. Widząc go masz ochotę zrobić wszystko, nawet najgorszą i najgłupszą rzecz na świecie dla chwili rozmowy z nim. Łakniesz jego zapachu, jego dotyku, którego wciąż Ci mało. Chcesz skraść mu pocałunek, lecz za jaką cenę? Ile musisz poświęcić aby się otrząsnąć? On nie jest dla Ciebie, kiedy to zrozumiesz? Co będzie jak popełnisz tyle błędów, a później zrozumiesz, i wszystko w końcu do Ciebie dotrze...
-------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pytania na asku
tumblr