niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 6 ♥

Wyprostowałam się wlepiając wzrok w lustro. Dostrzegłam siniaki na moich rękach. Były w podobnych miejscach. Patrząc na nie wspomnienia wracały, a raczej wspomnienie, migało mi przed oczami. Leżałam naga na łóżku, on mnie chwycił, urządził w inną pozycję i włożył do moich ust swojego członka. Pchał moja głową w tył i przód. W jednym momencie, chyba upadłam na łóżko. Łzy, które chwilowo zniknęły z mojej buzi, znów się pojawiły. Zaczęło robić mi się nie dobrze. Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki. Klęknęłam przy toalecie i zaczęłam wymiotować. Nie mogłam znieść tego obrazu, siedział bezczelnie w mojej głowie.
-Jezu, Em co się stało?! - Wbiegła moja mama, złapała ręcznik, położyła go koło mnie i zaczęła zbierać moje włosy do tyłu.
-Dziękuję... Zaczęłam sobie coś przypominać...
-On mi do ust... -Zaczęłam mocniej płakać. Robienie chłopakowi dobrze nie jest raczej niczym złym, ale to było na siłę... Jak gwałt.
-Już, ciiii. Będzie dobrze nie myśl o tym.
-Możemy już jechać?
-Tak, tata jest już w aucie. Ubierz bluzkę i chodź.
-Dobrze, zaraz przyjdę. - Na moją odpowiedź, mama kiwnęła głową i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Podniosłam się się z ziemi, wytarłam buzię papierem i spuściłam wodę. Podeszłam do umywalki, wzięłam szczoteczkę do ręki, wcześniej nakładając na nią pastę i zaczęłam dokładnie szczotkować zęby i język. Jak już skończyłam, chwyciłam za koszulkę, która leżała dokładnie w tym samym miejscu i zaczęłam ją zakładać. Wzięłam iphona i pobiegłam na dół, zaznaczając wzrokiem o Hannę.
-Emi co się dzieję? Gdzie jedziecie?
-Jedziemy po coś fajnego kochanie... - Jazda na komisariat, jeszcze jako pokrzywdzona nie było niczym fajnym, ale Han była bardzo mądra, jak na swój wiek i nie chciałabym, żeby się przyjmowała. - Coś naprawdę fajnego...
-Weźcie mnie, proooooszeeeeeee.
-Nie kochanie, to ma być niespodzianka!
-No dobrze, kocham Cię Em.
-Ja Ciebie też, a teraz leć! - Ucałowałam małą Hannę i wybiegłam z domu zatrzaskując za sobą drzwi. Wsiadłam do auta i zapięłam pas. Popatrzyłam na tatę, który siedział za kierownicą. Na jego twarzy na zmianę pojawiał się gniew i smutek. Było mi go strasznie żal.
-Tato możemy jechać?
-Tak już, przepraszam, zamyśliłem się. - Uśmiechnął się delikatnie, patrząc na mnie smutnymi oczami.
-Wstąpcie do jakiegoś sklepu po drodze. Hannie trzeba coś kupić...
-Dobrze, ale jak będziemy wracać. - Wymamrotała mama.
-Nie miałam ochoty na nic ale dla małej Hanny mogłam zrobić wszystko.
W mgnieniu oka znaleźliśmy się pod komisariatem. Przeszły mnie dreszcze na samą myśl o tym, że muszę tam wejść. Powoli odpinałam pasy, kiedy mój tata się odwrócił.
-Jesteś gotowa? - Zapytał delikatnie. Ja tylko kiwnęłam  głową, bałam się. Bałam się tego co będzie. Strach się we mnie powiększał. Wsiadłam z auta i poczułam zimne październikowe powietrze, które przeszywało mnie na wylot. Było mi tak cholernie zimno... Chciałam jak najszybciej wejść na komisariat, aby się ogrzać, ale z drugiej strony, nie chciałam tam iść. Pragnęłam móc cofnąć czas. Byłam taka głupia, na dodatek zawiodłam rodziców i Jess... Była mi tu jak na razie, najbliższą osobą i chciała pomóc, a ja ją odepchnęłam. Nie chciałam wierzyć w to co ona mówiła, ale nie potrafiłam... Wpoiłam sobie po prostu, że on jest inny... Idąc po schodach na komisariat, wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam do Jessi.

Ja: Przepraszam Cię... Nie wiem jaką kretynką jestem, żeby odepchnąć kogoś takiego jak Ty. Zawaliłam, wiem i jeśli nie przyjmiesz nawet przeprosin, zrozumiem to, ale wiedz, że jest mi bardzo przykro.
Jessi: Mi też.

MI TEZ?! I co to ma niby znaczyć... Chodziło o negatywną czy pozytywną stronę tego słowa? W pewnej chwili ogarnęła mnie fala ciepłego, miłego powietrza. Tak,  weszłam do budynku policji. Rozejrzałam się, była tylko pani, która przebierała swoimi małymi rączkami w wielkim stosie papierów.
-Zaczekajcie tu, ja pójdę zapytać. -Oznajmił tata. Patrzyłam tylko jak wymienia zdania z tą kobietą. Chciałam się dowiedzieć o czym mówią, wpatrując się w ich usta, ale na marne... Czekałam nie wiedząc co ze sobą zrobić, zobaczyłam wielkie lustro i podeszłam do niego. W normalniejszych okolicznościach zrobiłabym sobie w nim selfie, ale nie. Wpatrywałam się w nie, nie odrywając wzroku od swojej twarzy. Kolejne wspomnienie zaczęło wracać. Weszło w moje myśli, zamknęłam oczy i widziałam jego twarz miedzy moimi nogami. Był uśmiechnięty, ja ledwo przytomna. Cały czas szczerzył się, obrzydziła mnie jego twarz, to co mi robił. Tak mnie oszukał... Zaczęły lecieć mi łzy, czułam jak rozwiązują mi tusz. Chciałam otworzyć oczy, ale nie mogłam, cały czas widziałam ten obraz. Usiadłam, a raczej upadłam na podłogę i płakałam. Pobiegła do mnie moja mama a później tata. Przytulili mnie mocno, później zaczęli podnosić z podłogi.
-Kochanie co się stało? - Zapytał tata. Nie chciałam nic odpowiadać, pragnęłam powiedzieć to komuś, ale nie potrafiłam. Było to bolesne, nie mogłam się z tym pogodzić, moje myśli szalały. Posadzili mnie na krześle i posterunkowa przyniosła mi szklankę wody. Upiłam pół kubeczka i siedziałam patrząc się przed siebie. Pani policjant wzięła mnie do sali przesłuchań, siedziałam bez ruchu.
-Porozmawiamy? - Zapytała.
-... Dobrze.
-Opowiesz mi co się wczoraj wydarzyło?
-Nie pamiętam zbyt dużo...
-Spokojnie, powiedz co pamiętasz.
-Ehmmm... - Po pół godzinnym przesłuchaniu, rodzice wnieśli oskarżenie o gwałt i skierowaliśmy się w stronę drzwi.
-Tato, nie będzie problemów z tym, że byłam... Pijana?
-Spokojnie -Uśmiechnął się delikatnie, ale widać, że był o to zły. Wsiedliśmy do auta i już jechaliśmy do domu. Przejechaliśmy całą drogę w milczeniu. Kiedy auto się zatrzymało, wyskoczyłam z niego i poszłam do mieszkania. Wchodząc usłyszałam piski Hanny, bawiącej się z opiekunką. Wlokłam się po schodach, prosto do swojego pokoju. Nie miałam siły na nic, nawet na oddychanie. Weszłam do pokoju, zamknęłam drzwi i poszłam spać.
O 6 nad ranem obudziło mnie pukanie do drzwi. Odwróciłam głowę, mama.
-Hej skarbie, trzeba wstawać. - Uśmiechnęła się delikatnie.
-Po co?
-Do do szkoły, skarbie.
-Ehh, już wstaję. - Mruknęłam.
-Zejdź zaraz na śniadanie.
-Okej. -Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Jak już się wykąpałam i pomalowałam, skierowałam się w kierunku szafy. Przesunęłam wielkie dębowe drzwi i zaczęłam szukać jakichś ciuchów. Wybrałam spodnie rurki i czarną koszulkę za tyłek z napisem ACDC. Spakowałam torebkę, zeszłam na dół, założyłam czarne converse i stałam przy drzwiach, czekając na mamę
-A Ty co? Chodź jeść. -Usłyszałam głos mamy z kuchni.
-Nie mam apetytu, przepraszam..
-No dobra, to ja już się zbieram. - Mama latała szybko po domu. W końcu się zebrała i wyszłyśmy z domu. Jechałyśmy w ciszy. W mojej głowie był natłok wszystkich myśli na raz.
-Wszystko będzie dobrze, a nawet jakby się coś działo to dzwoń.
-Jasne. -Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Kocham Cię, trzymaj się! - Mówiła głośno kiedy wychodziłam z samochodu. Bałam się, co będzie w szkole, to oczywiste, takie wiadomości bardzo szybko się rozchodzą, a więc ciekawe w jakim procencie jestem poszkodowaną, a w jakim puszczalską suką... Szłam przed siebie z opuszczoną głową, patrzyłam tylko pod nogi. Jak myślałam o tym wszystkim momentalnie napływały mi łzy do oczu. Wpadłam na kogoś... Po raz kolejny...



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A więc tak, znowu długo nic nie pisałam, wybaczcie poprawki itd. 
Myślałam nad wydłużeniem rozdziałów, ponieważ wydają mi się za krótkie. Zostawcie kom z opinią na ten temat (jeśli ktoś to czyta.)
Bardzo miło widziane komentarze, dają kopa, aby pisać więcej. 
Dziękuję i pozdrawiam :*

KOMENTUJCIE!!!

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 5 ♥

-Hej laluniu, zabawimy się? - Odezwał się jakiś chłopak tuż za jej plecami. Złapał ją w pasie i zaczął obmacywać po piersiach.
-Zostaw mnie! Puszczaj!
--------------------------------------------------------------------------------
 NO I TU BĘDZIE KAWAŁEK +18, ale wiem,
że i tak to przeczytacie, zboczuszki :*
-----------------------------------------------------------------
Hej! Nie słyszałeś co ona powiedziała?! - Odezwał się Chris, odciągając typa od Emilly. - Wypierdalaj z tej imprezy, albo wezwę gliny! Ochrona! Zabierzcie go!
-Dziękuję mój wybawco.. - Bełkotała pijana.
-Chodźmy się napić kochanie.
-Myślę, że już wystarczy, chodź się przebrać w końcu. - Chris wziął ją na ręce i zaniósł po schodach na górę. Kiedy weszli do pokoju, chłopak delikatnie położył Em na łóżku i ściągnął z siebie koszulkę.
-Mogę Ci wyjawić sekret?
-Mhmmmmmmmmmmm
-Czekałem, aż się upijesz, ale nie sądziłem, że aż tak Cię poniesie. Kiedy zobaczyłem, że idziesz w stronę tej całej gierki, kto więcej wypije, ucieszyłem się. Teraz mogę zrobić to, co od początku zamierzałem. - Chris zbliżył się do  Em i zaczął ją dotykać. Ssał jej dolną wargę, później przeniósł swoje usta na jej szyję, do niej nic nie docierało. Zaczął ściągać jej bluzkę, później szorty. Po krótkiej chwili leżała w samej bieliźnie. On ściągnął swoje spodnie a później bokserki. Podniósł ją do pozycji siedzącej, i wepchnął  jej do ust swojego członka. Chwycił jej głowę i zaczął poruszać nią w przód i tył. Powtarzał tą czynność cały czas. Po chwili ja puścił i popchnął na łóżko. Zdjął jej stanik i majtki.
-Tobie też zrobię krótką przyjemność. - Wyszeptał do niej. Ułożył swoje ręce  koło jej głowy i zaczął całować po szyi, po obojczykach, schodząc co raz niżej. Dotarł do piersi, które nie były małe. Złapał za nie i ssał, całował i bawił się jej sutkami. Zjeżdżał językiem po jej brzuchu, aż w końcu dotarł do jej cipki. Zaczął od drobnych cmoknięć, później używał języka. Bawił się jej łechtaczką, Em wydawała tylko krótki westchnięcia z rozkoszy. Kiedy przestał, podsunął ją na łóżku, rozsunął jej nogi  przybliżył się do niej. Chyba już każdy wiedział jaki będzie finał. Pochylił się nad nią, cmoknął w piersi, później w usta.
-Postaram się, żeby nie bolało, przecież dziewictwo to taka ważna sprawa dla takich dziewczynek jak Ty... - Szepnął jej do ucha. Podniósł się lekko kiedy już miał ją poczuć, ktoś wpadł do pokoju. Była to Jessica, razem z mamą Em i policjantem.
-Zejdź z niej, Ty psycholu!!! - Krzyczała matka dziewczyny, zdzierając go z łóżka. -Jak możesz wykorzystywać moją córkę?!
-Nie stawiała oporów, pewnie taka sama dziwka jak pani!
-O nie, tego już za wiele. - Pani Simmons uderzyła Chrisa w twarz, a następnie kopnęła kolanem w jego nagie krocze. On się tylko zginął.
-Proszę ubrać swoją córkę i pójść z nami. - Powiedział funkcjonariusz policji.
-Wiedziałam, że tak będzie! Jak mogłeś się tak daleko posunąć i to kolejny raz, po tym wszystkim!
-Panienko my się wszystkim zajmiemy, proszę natychmiast opuścić pomieszczenie.
-Przepraszam... - Jessy wyszła z pomieszczenia, ze łzami w oczach, słysząc szlochanie pani Simmons.
-Boże, jak ja mogłam Cię puścić na tą imprezę... Już jest gotowa.
-Dobrze. To proszę przyjechać z nią jutro na komendę, bo dzisiaj niewiele od niej wyciągniemy. A co do chłopaka, można wnieść oskarżenie o gwałt.
-Rozumiem. - Po twarzy pani S. spłynęła pojedyncza łza.
-Pomogę pani znieść córkę do auta.
-Dziękuję... - Nie dokończyła, zza drzwi wydobył się głośne krzyki.
-Co tu się dzieje?! Gdzie jest moja córka?!
-Spokojnie, proszę tędy. - Powiedział damski głos.
-Co tu się dzieję?! Dlaczego mi nie powiedziałaś przez tele... - Przerwał, jego głos spoczął na pijanej Emilly, a później na pół nagim Chrisie. - Zabije Cię!!! Ty skurwysynu jebany, jak śmiałeś dotykać moją córkę?!!!! - Pan S. pobiegł do chłopaka i przyłożył mu z prawego sierpowego po czym pchnął go na ziemię. - Zginiesz za to w pierdlu!!! Obiecuję Ci to!!!
-Proszę się uspokoić! - Policjant chwycił tatę Em i zaczął go podciągać.
-Kochanie chodźmy stąd, proszę, weź Emilly. - Wyszlochała jego żona.
-Dobrze, ale temu gnojowi nie odpuszczę!!! - Tata Emilly poszedł do niej, chwycił ją w pasie oraz pod kolanami i zaczęli kierować się w stronę wyjścia. Kiedy doszli do samochodu, ułożył ją na tylnim siedzeniu i wsiadł za kierownicę, a obok usiadła pani S. Oboje nie mogli w to uwierzyć. Cała drogę przejechali w milczeniu.

Obudziłam się rano, strasznie bolała mnie głowa. Spojrzałam na ekran telefonu, było lekko po 13. Chyba zaspałam do szkoły. Zaczęłam przywoływać wspomnienia ze wczoraj... Taxówka, sexi kierowca, impreza, drinki, taniec, basen i....tyle, film się urywa. Zero świadomości co było dalej, ani jak się tu znalazłam. Podniosłam się, tyl mojej głowy tak mnie zabolał, że od razu się położyłam. Drugie podejście, to samo. Dopiero za trzecim się udało. Owinęłam się szlafrokiem i wyszłam z pokoju. Usłyszałam kłótnie, odbywające się na dole. Nie wiedziałam o co chodzi, nic nie słyszałam, przez ból głowy nie mogłam się skupić.
-Emi. - Odezwał się cichy, piskliwy głos. To była Hanna, moja mała, wspaniała siostrzyczka. - Tęskniła.
-Han. Chodź do mnie malutka.
-Tak dawno Cię nie widziałam. - Posmutniała.
-Ale teraz już jesteśmy razem. -Przytuliłam ją mocno. -Nie wiesz może o co chodzi rodzicom?
-Wczoraj już spałam, a dzisiaj od rana się kłócą.
-Wiesz o co?
-Słyszałam coś typu "jak mogliśmy do tego dopuścić", ale nic więcej.
-Okej, dzięki mała. A teraz biegnij do siebie, później się pobawimy.
-Oki doki Emi. - Cmoknęła mnie i pobiegła do swojego pokoju. W tej samej chwili dostałam sms-a. Podniosłam telefon, próbując go odblokować, żeby zobaczyć od kogo to. Był od Jessi. Z niechęcią otwarłam sms-a.


 -Hej, jak się czujesz?
-A jak mam się czuć?
-No bo, po wczorajszej nocy, może być Ci ciężko...
-To, że dużo wypiłam, nie czyni tego niczym strasznym.
-A to Ty nie wiesz...
-Nie wiem czego? - Ze złością stukałam w klawiaturę swojego telefonu. Wysłałam wiadomość, ale nie szybko dostałam odpowiedź, aż w końcu mój telefon zabrzęczał.
-Porozmawiaj z rodzicami, oni powinni Ci to powiedzieć. Trzymaj się, będzie dobrze, jak coś to pisz :)


O co kurwa w tym wszystkim chodzi?! Bałam się teraz zejść, ale coś mnie pchało na dół, żeby się dowiedzieć o co chodzi. Stanęłam na pierwszym schodku prowadzącym w dół, prosto do salonu. Schodziłam powoli ze schodka na schodek. Stąpałam jak po lodzie, nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie usłyszał. Rodzice byli w kuchni, między nią a salonem była ścianka pod która stanęłam, aby coś usłyszeć zanim im się pokaże.
-Ten chłopak musi trafić do więzienia! - Krzyczała mama.
-Ja tego szczyla zajebie, jak mógł tknąć moją córeczkę...
-Musimy ją zaraz obudzić i zabrać na policję.
O co chodzi, jaką policje, kto tknął mnie lub Hannę
-Można go oskarżyć o gwałt? Czy próba gwałtu?
-To chyba zależy do czego doszło. Musimy porozmawiać z Emilly. - Nie mogłam uwierzyć co się stało. To było chore. Nie dopuszczałam do siebie tych myśli. To było nie możliwe jakim cudem, kto by mnie próbował... Zwinęłam się w kłębek, a łzy leciały mi strumieniami. Jak mogłam być taka głupia. Siedziałam i płakałam, rodzice wyszli z kuchni i kierowali się na schody. Mój tata spojrzał za siebie i zobaczył mnie... W jego oczach pojawił się żal, do oczu napłynęły mu łzy.
-Emi... - Pobiegł i mnie przytulił, ścisnął najmocniej jak mógł, ale tak, żeby nic mi nie zrobić. Spojrzałam na mamę na jej twarzy co chwilę płynęły łzy.
-Obiecuję, że ten gnój zgnije w pierdlu.
-Przestań, proszę. - Nigdy nie lubiłam przemocy, a szczególnie u osób bliskich.
-Em, słonko, ubierz się, pojedziemy na policję. - Wymamrotała mama.
-Dobrze, a co z Hanną?
-Zadzwonię po panią Catherine. - Przytaknęłam kiwając głową. Poszłam na górę, było mi słabo. Nie wiedziałam jak się zachowywać, jak z kimkolwiek rozmawiać. Wyjęłam z szafy swoje ubrania, rzuciłam je na łóżko i zaczęłam się przebierać. Stanęłam przed lustrem, w samym staniku i majtkach. Założyłam na siebie czarne legginsy, wyprostowałam i wlepiając wzrok w lustro dostrzegłam siniaki...


-----------------------------------------------
No i jest kolejny rozdział:))
Zapraszam do komentowania co sądzicie, ponieważ nie wiem czy mam pisać dalej czy nie ;) Oraz zapraszam do głosowania ;) pytania : ask

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział 4 ♥

Kiedy ja nie widziałam świata po za nim, on także spotykał się z moją byłą najlepszą przyjaciółką, przez niego nasza przyjaźń się rozpadła.
----------------------------------------------

-Bo wybrał ja zamiast Ciebie, tak?
-Tak Ci powiedział? Jezu nienawidzę go. To nie tak. Ja się z nim spotykałam a równocześnie Nicol, ta moja przyjaciółka. Przez ponad pół roku, byłam zbyt ślepa, żeby to zauważyć. W końcu przejrzałam na oczy i go sobie dopuściłam, ale Nicole nie... Powiedziałam jej o tym, że ja też z nim kręciłam, ale nie uwierzyła. Powiedziała, że jestem zazdrosna, bo mi też się On podoba. Była nim zbyt zauroczona, żeby zrozumiała to co jej mówiłam. Później było już tylko gorzej. Ona dla niego robiła wszystko, ćpała, kradła, piła a na końcu on ją zgwałcił. Później cierpiała, nie mogła tego zrozumieć. Zgwałcił ją a później wyzywał od szmat i poniżał, Nicol na końcu... zabiła się. Dlatego on zniszczył naszą przyjaźń, ona odeszła na zawsze... - w oczach Jess stanęły łzy. - Nienawidzę go.
-Spokojnie, ale skąd wiesz, że on się nie zmienił?
-Bo cały czas robi to samo, Ty też już w tym siedzisz, a ja chce Cię z tego wyciągnąć, zanim on posunie się za daleko.
-Nie posunie, znam go i wiem jaki jest.
-Znasz go dwa dni!!!
-Ciebie też. - Mruknęłam.
-Proszę przestań!
-Jessica War, przepraszam, ale chyba nie ma Cię na liście gości. - W jednej chwili się odwróciłyśmy i zobaczyłam Chrisa z wielkim ochroniarzem u jego boku.
-Wpuszczają każdego także...
-Zapomniałem im przekazać, że mają Cię nie wpuszczać! Lean, zabierz ją! - Wielki facet złapał Jessice za ramiona i zaczął ją pchać.
-Zostaw mnie, mogę sama! - Krzyknęła w jego stronę po czym szybko zniknęła mi z oczu, nie wiedziałam co robić, komu wierzyć. Przecież to było dawno, Chris na pewno się zmienił, wydoroślał i zmądrzał.
-Debilka z niej, co Ci powiedziała?
-Nie wiem nawet jej nie słuchałam...- Musiałam kłamać, nie chciałam robić kolejnej awantury.
-To dobrze, nie warto. - Mruknął cicho. -Twój drink kicia. - Podał mi wielki kolorowy kielich i cmoknął w policzek. Upiłam łyk, i od razu zakręciło mi się w głowie. Drink musiał mieć w sobie duża ilość alkoholu, a ja zazwyczaj unikałam takich ilości. Postanowiłam go szybko wypić, żeby się rozluźnić i dobrze bawić.
-O kurwa. - Zaczęło mi się kręcić w głowie.
-Kicia spokojnie, nie tak ostro... Cały drink na raz to za dużo.
-Nie dla mnie. Dobra, chce iść tańczyć! - Podniosłam się po czym usiadłam, nie byłam chwilowo wstanie się ruszać.
-Wszystko gra?
-Tak, rozmyśliłam się. Przynieś kolejne dwa drinki.
-Na pewno?
-Tak!!!
-Ohh te kobiety...
-Nie marudź! Szybko bo mi się chce pić!
-Już, już. Nie uciekaj mi stąd.
-Nie mam zamiaru. -Uśmiechnęłam się. Nie miałam nawet zamiaru, ani siły, żeby wstać. Postanowiłam, że zagadam do DJ-a, ale był zbyt zajęty i nie miał czasu się nawet odwrócić. Ciągle ktoś podchodził i zamawiał jakąś piosenkę.
-Proszę malinko! - Kiedy przed nosem pojawiły mi się cztery szklanki drinków, oderwałam wzrok od DJ-a i przeniosłam go na Chrisa.
-Ja chciałam tylko dwa! - Wyszczerzyłam się do niego.
-Ale wziąłem więcej, żebym nie musiał znowu iść, dużo panienek się tam kręci, a ja chcę być tylko przy Tobie. - Uśmiechnął się zadziornie. W ramach podziękowania wbiłam mu się w usta, pocałunek był krótki, ale bardzo go ucieszył.
-Kocham Cię, mała.
-Tylko nie mała, duży! Nie jestem mała rozumiesz?!
-Tak, przepraszam kochanie.
-No ja myślę! A teraz wybacz, ale drinki same się nie wypiją!

Narrator
Po każdym, napoju alkoholowym, który dostał się do Em, robiło się co raz to weselej. Po ostatnim wstała, chwyciła Chrisa za rękę i ruszyła w kierunku ludzi tańczących koło basenu. Kochała tańczyć, a teraz miała jeszcze większą na to ochotę. Zaczęła seksownie ruszać pośladkami przed Chrisem, ocierając o jego członka. Odwróciła się do niego, na jego twarzy malowało się pożądanie, podniecenie i radość. Objął ją w pasie, a ona go ujęła za szyję. Jego ręce przesuwały się stronę jej pośladków, natomiast ona powędrowała swoimi do jego członka i gładząc go po klacie, zjeżdżała rękami w dół. Po chwili, złapała go za krocze i delikatnie ścisnęła, przez co się jeszcze bardziej podniecił. Kiedy piosenka się skończyła, była chwila przerwy dla DJ-a, a ona i Chris stali przy basenie, tuląc się do siebie. 
-Nieźle tańczysz. - Odezwał się Chris po długiej cieszy.
-Bo mam niezłego chłopaka. - Odsunęła się od niego i spojrzała mu w oczy.
-Uważasz mnie za swojego chłopaka?
-No raczej. A co nie mogę?
-Kocham Cię, koteczku.
-Ja ciebie te... - Nie zdążyła dokończyć, Chris złapał ją w pasie i pod nogami, po czym wskoczył do basenu. Czuła jak woda dostaje się do jej uszu, nigdy nie lubiła tego uczucia. Wynurzyła się i czuła jak makijaż spływa jej po twarzy.
-Oszalałeś?! Teraz jestem całą mokra i rozmazana!
-Słodko wyglądasz kiedy się denerwujesz.
-Zabiję Cię!
-Kiedy jesteś rozmazana też wyglądasz słodko.
-Zginiesz teraz! - Chwyciła go za rękę i sprytnie wskoczyła na plecy, wpychając mu głowę do wody.
-Nie siłuj się ze mną bo i tak nie wygrasz!
-Jeszcze zobaczymy!
-Nic nie zobaczymy, wychodzimy z basenu i idziemy się suszyć. - Chris zaczął wychodzić z wody. Emilly zeskoczyła mu z pleców i czekała aż on przestanie robić miny typu .. "Ale lekko się zrobiło ".
-Chodź się przebrać na górę. -Mówił  łapiąc ją za rękę.
-Najpierw muszę się napić!
-Już piłaś, chodź.
-Nie... Tam to już dawno zniknęło z mojej krwi!!! Potrzebuje jeszcze jednego drinka!
-Dobra, chodź do baru.
-Ho ho ho wiedziałam, że się zgodzisz. Kiedy stała już przy barze, odwróciła się i zobaczyła grupę ludzi dopingujących kogoś. Postanowiła podejść bliżej i zobaczyć co się dzieje. Były to osoby, rywalizujące ze sobą o to kto więcej wypije. Jeden z nich był już na wyczerpaniu i przegrywał. Oooooou Eric odpadaaaa po 7 drinkach! Kto teraz zechce się zmierzyć z królem tej imprezy?! - Tłum się lekko wycofał, nikt nie lubi przecież przegrywać w takich rywalizacjach. -Są jacyś chętni ??!
-Ja chcę!!! - Wykrzyczała.
-Czy aby na pewno??
-Tak!! Masz coś do tego?!
-Patrzcie! Mała i wojownicza! Który by nie chciał takiej laski?!
-Laskę to Ty masz w spodniach...
-Oookej siadaj dziewczyno! Zasady są proste, kto pierwszy oderwie się na chociaż 3 sekundy od butelki, przegrywa! Tak samo ze zmiana. Rozumiecie?
-Tak! -Powiedzieli równocześnie.
-Okej, to zaczynamy!! Już przyjmuje zasady!
Emilly przygotowała się, aż ktoś wykrzyknie słowo "start" lub "zaczynajcie". Kiedy w końcu padło takie słowo, szybko chwyciła wódkę i zaczęła pić. Po pierwszej butelce było jej potwornie gorąco, ale zważając na to ile ten facet wypił, jeszcze trochę i padnie, i tak się rzeczywiście stało, chłopak spadł z krzesła. Połowa tłumu zaczęła buczeć a druga połowa wiwatować w stronę Em. Ona natomiast miała problem z podniesieniem się. Po jakichś dwóch minutach, wstała i zaczęła iść przed siebie.
-Hej laluniu, zabawimy się? - Odezwał się jakiś chłopak tuż za jej plecami. Złapał ją w pasie i zaczął obmacywać po piersiach.
-Zostaw mnie! Puszczaj!



----------------------------------------------------------------------------------------
Za wszelkie błędy przepraszam, ale pisałam na telefonie ;/ długo nie dodawałam, ale chyba ponownie zacznę :) miłego czytania :) 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 3♥

-Do tego chłopaka? Tak?
-Co mam odpowiedzieć, żeby pójść?
-Jak ma na imię?
-Chris... Zresztą co za różnica?! Mogę?
-Emily...
-Mamo... W końcu będę mogła porozmawiać z innymi ludźmi.
-Dziecko posłuchaj, oboje dorastacie, a na takich dyskotekach, prywatkach czy jak tam mówicie, dużo się dzieje, za dużo.
-Jezu, nie jestem głupia ani puszczalską zdzirą tak?
-Uważaj na słowa! Ja wiem, jejku, ale chłopcy są wpływowi i silni a dziewczyny, albo ulegają, albo nie są na tyle silne, by się obronić. Współżycie jest grzechem w tym wieku, a dodatkowo nie szanuje się własnej siebie. Nie chcę abyś zrobiła jakąś głupotę.
-Przestań! Wiesz, że nie jestem dziwką, która puszcza się na lewo i prawo!
-Możesz nie krzyczeć?!
-Sorry, nie będę się z nikim ruchać, znam swoją wartość.Mogę iść?
-Dobrze, ale masz uważać,żeby ktoś Ci czegoś nie dosypał do picia, rozumiesz?!
-Dobra, dzięki. - Byłam zła na mamę, ale w głębi duszy cieszyłam się jak dziecko. Wyciągnęłam pośpiesznie telefon z kieszeni spodni i zaczęłam pisać sms-a do Crisa.

"Kicia będę na 100%, tylko napisz adres, kocham papa:**"

-Mamo, a Hanna wróci z tatą czy jak?
-Tak ma ją zgarnąć po drodze. Zaraz jak wrócimy, musimy wypakować jej rzeczy.
-Dobra, zajmę się tym.
Droga powrotna była szybka i bezproblemowa. Weszłam do domu, przebrałam się w dres, przekąsiłam coś na szybko i zaczęłam urządzać pokój  Hanny. Była moją małą, słodką siostrzyczką, która dawała czasem w kość. Mimo wszystko była słodka. Miała urodę bardzo podobną do mojej, przez to wyglądała jak moja córka a nie siostra. Rozpakowałam wszystkie pudła, poustawiałam wszystkie szafki i łóżko. Pokój był przesłodki.
-Myślę, że się jej spodoba. Poszłam do swojego pokoju i wzięłam prysznic. Jak już się osuszyłam. pobiegłam do szafy i zaczęłam szukać czegoś odpowiedniego na imprezę. Wszystko wydawało mi się nudne. Po dłuższym czasie poszukiwań, wygrzebałam coś fajnego. Założyłam lekko prześwitującą bluzkę przed pępek i do tego krótkie szorty. Zeszłam na dół w poszukiwaniu odpowiednich butów.
-Przepraszam Cię bardzo, ale czy wybierasz się gdzieś w tym stroju?!
-Jezu nie zaczynaj znowu...
-Chyba jednak muszę. Proszę natychmiast iść na górę i zmienić swój ubiór.
-Nic nie będę zmieniać! Taksówka już jest!
-Kierowca na Ciebie zaczeka! Natychmiast na górę!
-Za niecały rok już nie będziesz się mną rządzić! 
-Chciałabyś... Do puki mieszkasz pod moim dachem, ja będę o Tobie decydować!
-Ta, na pewno. - Wkurza mnie, kiedy mi rozkazuje. Moje ciało i ubieram się jak chce! Pobiegłam na górę i myślałam co zrobić. Wyciągnęłam bluzkę z długim rękawem z szafy i jakieś spodnie, nałożyłam  na ciuchy, w których już byłam. Zeszłam na dół i kierowałam się w stronę drzwi.
-Nie za grubo się ubrałaś? - Znowu dopadła mnie moja rodzicielka zadając podobne pytanie.
-Boże, raz za mało, raz za dużo... Zdecyduj się, w końcu czego Ty chcesz i mi nie bredź tyle!
-Nie tym tonem moja droga, bo się pożegnasz z wyjściami. Jeszcze raz będziesz pyskować, a będziesz wychodzić tylko do szkoły!
-Dobra oszczędź. Idę, cześć.
-Wróć przed pierwsza w nocy! 
Wybiegłam z domu, szybko wsiadłam do taksówki i podałam kierowcy adres domu Chrisa. W między czasie zaczęłam ściągać spodnie i bluzkę. Spakowałam wszystko do torebki i zaczęłam się poprawiać.
-Hej, w tym stroju lepiej uważaj,różnych ludzi możesz spotkać o tej porze na ulicy. - Odezwał się taksówkarz.
-Przepraszam, ale to chyba moja sprawa. -Warknęłam.
-Dobra, spokojnie. Ja tylko mówię, różnych ludzi wożę o tej porze.
-Dziękuję za ostrzeżenie, ale nawet nie będę na zewnątrz, tylko w środku na imprezie. - Uśmiechnęłam się lekko.
-Na imprezach bywa różnie. Uważaj na siebie. - Spojrzałam na niego, taksówka się zatrzymała i on już patrzył się na mnie. Nie przyglądałam mu się wcześniej, ale teraz to się zmieniło. Wyglądał na bardzo młody i bardzo przystojny. Był wręcz olśniewająco piękny, nie mogłam się na niego napatrzeć. Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę na co on odpowiedział tym samym. Jego uśmiech był lśniąco biały, chciałam zobaczyć go w świetle dnia. W krótkiej chwili zrobiło mi się gorąco a następnie słabo, czułam jak blednę.
-Hej, wszystko w porządku?
-Tak, tak. Dziękuję za przewóz. - Szybko wyskoczyłam z auta.Wchodząc na posesję domu Chrisa zorientowałam się, że zapomniałam zapłacić kierowcy. Natychmiast się odwróciłam i podbiegłam do taksówki. Chłopak się szeroko uśmiechnął w moim kierunku.
-Przepraszam, zapomniałam całkiem, ile się należy?
-Dla Ciebie nic.
-Jej, dziękuję. -Uśmiechnęłam się szeroko
-Miłej zabawy.
-Dziękuję. -Odeszłam od taksówki i pobiegłam do środka. W domu Chrisa było multum ludzi, a impreza trwała zaledwie pół godziny. Nikogo nie znałam i nikt nie znał mnie. Nie wiedziałam co zrobić, postanowiłam znaleźć mojego chłopaka, jeśli mogę go tak nazwać. Poszukiwania były długie, dom był wielki jak nasza szkoła, ale opłaciło się. Na środku salonu  był basen a przy nim DJ, a także Chris. Szybko szłam w jego kierunku, pomyślałam, że zakryje mu oczy. Zaczęłam podnosić ręce, prawie dotykały jego głowy, wtedy on się odwrócił, złapał mnie za nie i przyciągnął do siebie.
-Skąd wiedziałeś?
-Kicia, jak można nie wyczuć w pomieszczeniu tak pięknej osoby? - Mówił uwodzicielskim głosem, a ja spojrzałam za punkt znajdujący się za nim.
-Przyznaj, że po prostu mnie widziałeś jak wchodziłam! - Zaśmiałam się.
-Ciekawe niby jak?!
-Tak, że siedzisz na wprost wejścia którym akurat weszłam.
-No dobra masz mnie. A teraz chodź tu do mnie. -Przyciągnął mnie lekko do siebie, usiadłam mu na kolanach, a on wbił się w moje usta.  Kochałam kiedy mnie całował, jego pocałunki były takie namiętne. Całowaliśmy się przez długi czas, bawiąc się swoimi językami.
-Chcesz coś pić?
-Jasne.
-Jakiś drink?
-Ale tylko jeden, muszę wrócić jeszcze do domu na trzeźwo.
-Okej zaraz wracam. - Pocałował mnie w czoło zanim odszedł po napoje,
 Siedziałam i patrzyłam na ludzi bawiących się w basenie. Sama miałam ochotę iść popływać, ale wstydziłam się chodzić pół naga przy tak wielkiej liczbie osób.
-Hej. - Usłyszałam znajomy głos za plecami. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam Jess.
-Zostaw mnie. - Mruknęłam i się odwróciłam.
-Nie! Znam Cie drugi dzień, a właściwie pierwszy, bo dzisiaj jakoś nie rozmawiałyśmy długo.
-Dziwisz się?!! Po tych głupotach jakie mi nagadałaś?! - Przerwałam jej.
-Jezu, posłuchaj to żadne głupoty! On wziął Cię na swoją stronę, wmawiając Ci coś  wyimaginowanego.
-Nie wydaje mi się.
-A mi kurwa tak!
-Super idź się tym podzielić gdzieś indziej, ale nie tu.
-Wysłuchaj mnie chociaż w części, a może Cię przekonam, że to ja mówię prawdę.
-Dlaczego Ci tak na mnie zależy?!
-Bo Cię lubię! I na dodatek nie chce, żeby ten chuj coś Ci zrobił!
-Nie mów tak o nim! Po za tym umiem o siebie zadbać...
-Dobrze, już mogę Ci powiedzieć o czymś z nim związanego?
-Masz dwie minuty...
-Jezu... Dobra zdążę. Faktycznie kiedyś mi się podobał, ale to było rok temu. Tylko, że to było inaczej. Kiedy ja nie widziałam świata po za nim, on spotykał się z moją przyjaciółką, przez niego nasza przyjaźń się rozpadła.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Ten rozdział jest akurat trochę nudny, ale w następnych będzie ciekawiej. Tak myślę...

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 2 ♥

Usiadłam na ławce, kiwałam się raz w lewą raz w prawą, oczy mi się zamykały i powoli zasypiałam, gdy nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu i swoimi wielkimi rękami zakrył moje oczy. Serce biło mi mocniej i mocniej, mój umysł ogarnęła panika.
-Zgadnij kto to. - Wyszeptał męski głos.
-Puść mnie! - Próbowałam wykrzyczeć, ale jakaś gula stanęła mi w gardle.
-Em, spokojnie, to ja, Chris. - Zaczął się śmiać przy moim uchu.
-Jezu... Wystraszyłeś mnie... Czemu się debilu nie podpisałeś pod tą wiadomością?!! - Wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Spokojnie kicia... A czy to wynagrodzi to co zrobiłem? - Wciągu kilku sekund zbliżył się do mnie i zaczął całować. Ssał moją dolną wargę i próbował  wepchnąć swój język między moje usta, ale go w porę odepchnęłam. -Co? Nie podobało się?! - Mówił uwodzicielskim głosem.
-Przestań... - Odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam.
-Ale o co Ci chodzi?
-Sorry, nie jestem puszczalska...
-Ja też nie. - Uśmiechnął się zadziornie.
-Wiesz, słyszałam inną wersje...
-Ciekawe jaką... - Mruknął a ja siedziałam i myślałam jak zacząć zdanie. -Zechcesz mi odpowiedzieć?
-Że... Dobra nie ważne.
-No właśnie ważne! A czekaj od Jess?
-Może tak, może nie... - Tkwiliśmy przez dłuższy czas w ciszy.
-Wiesz w niektórych sprawach nie można słuchać Jess.
-Przepraszam, ale co masz na myśli?
-To, że... Emily ta historia jest strasznie długa.
-Ja mam czas.
-No dobra. Nie wiem co Ci powiedziała Jess, ale zakładam, że pewnie rucham się z każdą dziewczyna jaką znam... Jej stała gadka. Tak nie jest. To co Ci wmówiłam to same kłamstwa. Kiedyś, jakoś tak rok temu, może mniej, może więcej, Jessica chciała ze mną być, tylko, że ja wybrałem jej przyjaciółkę, aktualnie nie utrzymują kontaktu. No i przez tą akcje, ona opowiada każdemu różne brednie, byle aby wszystkie dziewczyny ode mnie uciekały. W sumie nie taka długa ta historia.
-Wow... Tylko dlaczego ona tak o Tobie mówi?
-Przez nienawiść.
-Aha, a próbowałeś z nią porozmawiać?
-Chciałem, ale ona za każdym razem mnie odpycha.
-Może ja spróbuje?
-Nie, to nic to nic nie da.
-Może jednak, wiesz mam z nią dobre stosunki.
-Nie, serio.
-Ale...
- Proszę odpuść, naprawdę nic to nie da.
-No oki.
-A czy to, co Ci powiedziałem, zmienia teraz coś?
-Troszeczkę. - Uśmiechnęłam się szeroko, a on się szeroko do mnie zbliżył i cmoknął w usta.
-A teraz?
-Troszeczkę bardziej. - Nie mogłam przestać się uśmiechać. Znowu się przysunął i zaczął ssać dolną wargę. Na co ja odpowiedziałam tym samym. Tak, wiem... Całowanie chłopaka, którego znam jeden dzień, ale nie mogłam się powstrzymać. Był taki słodki i uroczy.
-Pragnę Cię poznać Em, od każdej strony. - Odsunął się po czym złapał mnie za rękę. -Jutro robię imprezę, wpadniesz?
-Jasne, a mogę kogoś... Albo już nic. - Uśmiechnęłam się niepewnie.
-Jess tak? Chciałaś ją wziąść? - Zapytał lekko rozkojarzony.
-Chris, nie ważne, nie wezmę jej... Przyjdę sama.
-Ale nie będziesz sama, będziesz ze mną. - Cmoknął mnie w usta.
-Muszę już wracać, mama zaraz wstaje.
-Okej, przepraszam za wyrwanie Cię ze snu księżniczko.
-Nic się nie stało, do później. - Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę domu. Kiedy byłam już w środku i poszłam na górę, położyłam się w swoim łóżeczku. Powoli zasypiałam, ale na marne. Budzik w moim telefonie zadzwonił, a ja musiałam już wstać i zbierać się do szkoły. Nie wiedziałam jak zachowywać się w szkole, przy Chrisie a już bardziej, przy Jess. Miałam totalny mętlik w głowie. Bałam się ta iść... I to drugiego dnia. Chciało mi się śmiać a zarazem płakać.
-Emily, zejdź na dół. - Usłyszałam jak moja mama mnie woła gotując coś w kuchni. Zeszłam do salonu i się rozsiadłam na kanapie, ale zapachy  dobiegające z pomieszczenia obok, tak mnie kusiły, że musiałam wstać i pomaszerować do mojej mamy, zobaczyć co przyrządziła.
-Dzień dobry. - Wymruczałam.
-Dzień dobry kochanie, nałożyć Ci?
-A co takiego?
-Naleśniki z sosem klonowym i owocami.
-Z wielką chęcią, poproszę! - Uśmiechnęłam się szczęśliwa do mamy i usiadłam na stołku przy blacie.
-Proszę bardzo, smacznego słońce.
-Dziękuję. - Zapach ciepłych naleśników dostał mi się do mózgu i zrobił tam eksplozje.Skonsumowałam szybko swoje śniadanie, pobiegłam na górę wziąść szybki prysznic, podkreśliłam oczy tuszem i eyelinerem, nałożyłam szminkę na usta i pobiegłam do szafy. Założyłam niebieskie jeansy i szarą bokserkę, do tego czarne vansy. Włosy spięłam w kucyk i założyłam bandankę. Kiedy byłam już gotowa wybiegłam z domu a następnie wskoczyłam do samochodu gdzie czekała moja mama.
-Gdzie byłaś dzisiaj rano? - Po dłuższej chwili ciszy odezwała się mama. Jej pytanie zmroziło mnie i nie wiedziałam co powiedzieć. W skrócie... Zatkało mnie.
-Co?
-To co słyszałaś.
-Było mi gorąco i musiałam wyjść, odetchnąć świeżym powietrzem.
-Ahaaaaaaaaaa, ale nic Ci nie jest? Boje się, że zasłabniesz.
-Nie coś Ty, było mi po prostu gorąco. - Nie wiedziałam jak się z tego wykręcić, postanowiłam zmienić temat. - Kiedy tata wraca?
-Dzisiaj wieczorem.
-Oki, w końcu go zobaczę! - Pisnęłam szczęśliwa. Zanim się obejrzałam, auto mamy, które prowadziła, było już pod szkołą.
-Idź i pozdrów tego chłopaka co Cie całował.
-Co?! - To co powiedziała zaszokowało mnie.
-To on miał Ci dostarczyć tego tlenu? Szybki jest, Ty też... Uważaj i nie śpiesz się z tym.
-Mamo przestań! - Odpięłam pas, wyskoczyłam z auta i trzasnęłam mocno drzwiami. Jak ona może. Jezuuu, dlaczego mam taką matkę, jak mogła mnie podglądać?! Weszłam do szkoły i ze złością kierowałam się w stronę swojej szafki. Kiedy do niej dotarłam wyciągnęłam książki i zobaczyłam jakąś kartkę, leżącą u mych stóp.podniosłam ją i zaczęłam rozkładać.
"Cześć księżniczko, odwróć się!!! :*"
Nie wiedziałam o co chodzi, więc powoli zaczęłam się odwracać. Zobaczyłam Chrisa. Szedł w moją stronę a właściwie już stał przy mnie. Przygniótł mnie do szafek, odciął dostęp ucieczki, kładąc po obu stronach swoje dłonie. Przybliżył swoje usta do moich i namiętnie pocałował. Kiedy odsunął twarz rozejrzałam się na boki i tak jak myślałam, każdy wlepiał w nas swoje oczy.
-Cześć księżniczko.
-Mogę takie powitanie każdego dnia? - Uśmiechnął się zadziornie, zrobił krok w tył, złapał mnie za rękę i zaledwie po trzech krokach przed siebie, natknęliśmy się na Jessice.
-Powiesz mi co Ty do cholery odwalasz?! - Wykrzyczała mi w twarz.
-Odczep się od niej Jess i nie drzyj mordy!!
-Czy do Ciebie nie dotarło to co Ci mówiłam?! Czy Ty naprawdę jesteś taka głupia i naiwna, żeby się z nim lizać drugiego dnia znajomości?!
-Głupia byłam wierząc Tobie, oszukałaś mnie, po to, żeby się zemścić na nim... - Wykrzyczałam do niej.
-Co proszę?! Co Ty jej nagadałeś?!
-To co trzeba, a teraz spierdalaj mała! - Odepchnął ją lekko i pociągnął mnie za sobą. Jeszcze zdążyłam się odwrócić i spojrzeć na Jessice zanim zniknęła za rogiem. Byłą smutna i miała łzy w oczach, tylko dlaczego. Miałam multum myśli w swojej głowie. Nie wiedziałam jak się zachować ani kogo słuchać, kto miał rację... Faktycznie Chrisa znam jeden dzień, a właściwie już drugi, ale to nie duża różnica, a już się z nim całowałam. Zraniłam Jess ale to ona mnie okłamała.
-Hej słuchasz mnie? - Głos Chrisa wyrwał mnie z zamyślenia.
-Tak, pewnie. - Odpowiedziałam zmieszanym tonem.
-Jasne... Posłuchaj, ona już taka jest, przejdzie jej, jak tylko zrozumie, że Cie tak bardzo oszukała i przyjdzie Cie przeprosić. - Żenowało mnie to, że on mówi o Jess, jakby znał ją na wylot.
-Taaaaaa, co wcześniej mówiłeś?
-O dzisiejszej imprezie, możesz prawda?
-Taaaak, jasne. - Nie wiedziałam czy pójdę, nie pytałam mamy, ale musi się zgodzić.
-Taaaak czy tak? - Obiął mnie w pasie i przysunął do siebie.
-Mogę! - Powiedziałam z wielkim entuzjazmem.
-Super. Dasz radę dojechać sama?
-Tak, oczywiście, tylko daj mi adres. 
-To prześle Ci później sms-em. - Resztę dnia w szkole spędziłam u jego boku. Moim największym problemem było to czy mama się zgodzi. Czekałam na nią pod szkołą a ona się spóźniała, jak zwykle. Po jakiś 30 minutach zobaczyłam czarnego land rover'a, podbiegłam i wskoczyłam do środka.
-Cześć jak tam w szkole?
-Mamo mogę iść dzisiaj na imprezę?


-------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 1 ♥

-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - Próbowała pocieszać mnie moja mama prowadząc auto. - Początki są zawsze trudne.
-Mamo, Jezu wiem i błagam przestań... Już sześć razy w ciągu dwóch lat przerabiamy tą samą gadkę, a teraz będziesz mi kazała iść bo się nie wypada spóźnić pierwszego dnia.
-Przepraszam. - Powiedziała ze smutkiem w głosie. - I po...
-Tak wiem.... powodzenia córeczko... - odburknęłam do niej. - Dzięki... - Uśmiechnęłam się do niej lekko, tak, ze mogła tego nie dostrzec. Odpięłam pasy i trzasnęłam za sobą drzwiami. Pójście do nowej szkoły, po raz szósty w ciągu dwóch lat, było czymś bardzo trudnym do przejścia, a jeszcze trudniejsze było to, że znowu będę głównym tematem szkoły... Bycie tą nową, po raz kolejny było męczące. Ciągłe przeprowadzki wykańczały mnie, do tego całkowicie zero stałych znajomości. Mama mówiła, że to niby ostatni raz, ale jakoś ciężko było mi w to uwierzyć.Szłam przed siebie z parkingu szkoły, po czym zza drzew wyłonił się wielki, szary budynek. Jeszcze nigdy nie widziałam tak wielkiej szkoły jak ta. Nowe miasto, nowe liceum, nowi ludzie. To było tak męczące... Ale w tym roku będę mieć osiemnaście lat, będzie bal pod koniec szkoły i będę mogła robić co zechce, nawet jeśli mama będzie chciała się przeprowadzić, ja mogę zostać. Idąc przed siebie z lekko schyloną głową i delikatnym uśmiechem na ustach. Nie bałam się niczego, tylko, że chciałam już z tym skończyć, osiedlić na stałe i mieć w końcu coś czego nie miałam... przez długie miesiące, zastanawiałam się  co jest tak ważne i tak mi tego brakuje, ale nigdy nie wiedziałam co chodzi po mojej głowie... W jednej sekundzie wpadłam na kogoś i upadłam na ziemię co wyrwało mnie z zamyśleń. Czułam ból przeszywający moje kolana, ale gorsze było chyba to, że upokorzyłam się już pierwszego dnia. Lekko się uniosłam i powoli zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
-Przepraszam. To moja wina. - Wymamrotałam, nie odrywając wzroku od asfaltu.
-Nie przejmuj się, każdemu może się zdarzyć. - Uniosłam głowę do góry, na wprost dziewczyny, która była szeroko uśmiechnięta. miała taki cudowny, szczery uśmiech. Miała kruczoczarne włosy i piękne zielone oczy,była po prostu zniewalająco śliczna. Po szybkim przejrzeniu się wstałam, a ona podała mi resztę moich zeszytów.
-Dzięki. - Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na plan lekcji, który wciąż był na wierzchu. - Hej mogłabyś mi powiedzieć gdzie jest sala 137 C?
-Tak, jest na drugim piętrze, lewe skrzydło, na nowszej części szkoły. - Uśmiechnęła się szeroko.
-Dobra to idę szukać. Jeszcze raz dzięki i przepraszam.
-Nie ma za co. - Mrugnęła do mnie i poszłam dalej kierując się w stronę budynku szkoły. Weszłam do środka i kierowałam się w stronę schodów. Jak już je pokonałam i wdrapałam się na trzecie piętro, szłam długim korytarzem i patrzyłam po drzwiach, szukając właściwego numeru sali. Hol ciągnął się w nieskończoność, aż w końcu dotarłam pod sale której szukałam. Usiadłam pod drzwiami, kiedy właśnie zadzwonił dzwonek, przez co musiałam z powrotem wstać. Zaczęło się schodzić co raz więcej osób pod klasy, aż w końcu zrobił się straszny tłok.
-Hej, to Ty. - Usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam szatynkę, którą poznałam kilkanaście minut wcześniej , tym razem z jeszcze większym uśmiechem.
-Hej, tak to ja. - Wyszczerzy się.
-Właśnie miał dojść ktoś nowy, ale nie myślałam, że to Ty. Przepraszam, ale czy mogłabyś mi powiedzieć, jak masz na imię?
-Emily Simmons.
- Śliczne imię! Ja jestem Jessica War, ale mów mi Jess, a teraz mamy lekcje angielskiego z panem Wood'em.
-Ostry jest?
-Nie, akurat on jest spoko.
-Cieszę się  . -Uśmiechnęłam się szeroko po czym przyszedł pan Wood. Weszliśmy do sali, zajęłam wolne miejsce na końcu sali. Siedziałam i słuchałam nauczyciela, kiedy dostałam czymś w głowę. Spojrzałam w dół na podłogę i zobaczyłam zmięta karteczkę. Podniosłam ją, rozłożyłam i zaczęłam czytać.

" Ej Chris ciągle Ci się przygląda, wpadłaś mu w oko. Lepiej uważaj na niego, nie za ciekawy typ.
 Jess."

Przeczytałam ten tekst jeszcze dwa razy. Zgięłam karteczkę i włożyłam do piórnika. Spojrzałam na Jess, która cały czas się na mnie patrzyła z szerokim uśmiechem. Szepnęłam w jej stronę nie i pokręciłam przecząco głową. Mina dziewczyny mnie rozwaliła przez co zaczęłam się śmiać.
-Panno Simmons, może powiesz nam co Cię tak śmieszy? -Pan Wood podniósł swój głos.
-Przepraszam... -Skuliłam się i czułam jak robię się czerwona, a każdy wlepia we mnie swój wzrok.
-Proszę, aby to się nie powtórzyło. - Wysapał pan Wood.
-Dobrze. - Czułam się głupio, jaka ze mnie kretynka, żeby się tak ośmieszyć pierwszego dnia. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Po lekcji wyszłam szybko z sali i szłam przed siebie. Wyciągnęłam plan i zastanawiałam się, w która stronę mam iść.
-Sama to w tej szkole się nie odnajdziesz, może pomóc? - Odwróciłam się i zobaczyłam Chrisa. Poczułam coś dziwnego w brzuchu.
-A, gdzie moje maniery, Chris jestem. - Uśmiechnął się szeroko i zadziornie.
-Wiem... znaczy... - Czułam jak się robię czerwona. - Em, jestem - podałam mu rękę a on ją uścisnął.
-Ale masz mięciutkie ręce. - Wyszeptał a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
-Sory Christianie, ale Em jest już moja.
-Jess, zamknij się, chciałem być miły. - Mruknął zażenowany.
-Ta... ja wiem jaki chciałeś być miły, spierdalaj stad!
-Spokojnie... Cześć Em.- uśmiechnął się do mnie, przez co ugięły się pode mną nogi. To było dziwne.
-Jak już mówiłam, czy tam pisałam, uważaj na niego.
-Ale dlaczego? Przecież wydaję się być fajny.
-No właśnie.
-Co no właśnie?
-Wydaje się...
-Czekaj, powiedz to całym zdaniem...
-Jezu... Chodzi o to, ze on niby wydaję się być super i wgl, ale to pozory. Zdobywa dziewczyny, po to żeby je przelecieć i pochwalić się kolegom. Dziwny typ, serio uważaj na niego. -To co powiedziała Jessica zaszokowało mnie.
-Chris nie wygląda na takiego, ale to serio prawda?! To nie są jakieś głupie plotki?!
-Serio, znam kilka dziewczyn które tak wychujał, a teraz udaje, że ich nie zna.
-Aha, to spoko..
-Ej, nie mów,że Ci się spodobał!
-Nie, nigdy.. może na początku wydawał się fajny i przystojny, ale po tym co usłyszałam..
-No ok..-wymamrotała skrzywiona.
Po szkole wróciłam do domu taksówką, bo mama nie miała czasu..zresztą jak zwykle. Weszłam do pustego domu, zamknęłam drzwi na klucz, wgramoliłam się na górę do swojego pokoju, wzięłam prysznic i poszłam spać. O 4 rano obudził mnie dźwięk sms-a. Z wielką złością podniosłam się na łokciu i sięgnęłam po telefon, który leżał na szafce nocnej. Byłam zaspana i ledwo miałam otwarte oczy, dlatego ta czynność zajęła mi ponad pięć minut.

Od: Nieznajomy
,,Ej, możesz wyjść na chwilę?!''

-Nie wiem czyj to numer i mam wychodzić o czwartej rano na ulicę?! -Myślałam na głos. -Może to Jess, przecież tylko ona ma mój numer i wie gdzie mieszkam..-wciąż myślałam na głos. Powoli zsunęłam się z łóżka, założyłam swoje papcie w kształcie świnek, spięłam włosy w niechlujnego koka, narzuciłam na siebie szeroki sweter, nasunęłam spodenki na majtki i kierowałam się w stronę wyjścia. Chciałam zejść jak najszybciej, by nie obudzić mamy. Moja akcja przebiegła pomyślnie, sen mojej mamy był tak silny, że nic nie było w stanie jej obudzić. Kiedy byłam już za progiem domu, zaczerpnęłam świeżego powietrza i zaczęłam przed siebie zastanawiając się, kto do cholery wyrwał mnie z cieplutkiego i mięciutkiego łóżeczka.


=======================================================================


pytania: ask
Rozdziały postaram się dodawać co tydzień.

środa, 18 czerwca 2014

Prolog

Czy kiedykolwiek miałeś wrażenie, że cały świat stoi przeciwko Tobie?Wyobraź sobie, że stajesz przed wyborem, pomiędzy tym łatwym życiem, które dla wielu osób może wydawać się idealne, a tym cholernie trudnym, lecz czujesz się w nim totalnie szczęśliwym człowiekiem. To pierwsze jest idealne, banalnie proste, żeby nie powiedzieć nudne. Za to drugie, mimo, że przynosi na każdym kroku najtrudniejsze kłopoty, nie jest w nim łatwo, czasem przypomina coś fantastycznego, niczym bajka lub sen, z którego chciałbyś się nigdy nie obudzić. I pomimo wszystko, przekonywań każdego napotkanego człowieka, coś ciągnie Cię do wybrania tego drugiego... Starasz się połączyć oba, zderzają się i wychodzi coś dziwnego, coś niekontrolowanego, niczym tykająca bomba, która nie wiadomo kiedy wybuchnie. Poznajesz go, przystojny, groźny i do tego tajemniczy. Ta tajemniczość Cię kusi, chcesz ją poznać, rozszyfrować, każdy jego milimetr. Wszyscy ostrzegają Cię przed nim, ale Ty z każdą sekundą pragniesz go coraz bardziej. Chcesz być przy nim, każda minuta obok niego jest jak miliard lat świetlnych. Widząc go masz ochotę zrobić wszystko, nawet najgorszą i najgłupszą rzecz na świecie dla chwili rozmowy z nim. Łakniesz jego zapachu, jego dotyku, którego wciąż Ci mało. Chcesz skraść mu pocałunek, lecz za jaką cenę? Ile musisz poświęcić aby się otrząsnąć? On nie jest dla Ciebie, kiedy to zrozumiesz? Co będzie jak popełnisz tyle błędów, a później zrozumiesz, i wszystko w końcu do Ciebie dotrze...
-------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pytania na asku
tumblr