-Mamo, Jezu wiem i błagam przestań... Już sześć razy w ciągu dwóch lat przerabiamy tą samą gadkę, a teraz będziesz mi kazała iść bo się nie wypada spóźnić pierwszego dnia.
-Przepraszam. - Powiedziała ze smutkiem w głosie. - I po...
-Tak wiem.... powodzenia córeczko... - odburknęłam do niej. - Dzięki... - Uśmiechnęłam się do niej lekko, tak, ze mogła tego nie dostrzec. Odpięłam pasy i trzasnęłam za sobą drzwiami. Pójście do nowej szkoły, po raz szósty w ciągu dwóch lat, było czymś bardzo trudnym do przejścia, a jeszcze trudniejsze było to, że znowu będę głównym tematem szkoły... Bycie tą nową, po raz kolejny było męczące. Ciągłe przeprowadzki wykańczały mnie, do tego całkowicie zero stałych znajomości. Mama mówiła, że to niby ostatni raz, ale jakoś ciężko było mi w to uwierzyć.Szłam przed siebie z parkingu szkoły, po czym zza drzew wyłonił się wielki, szary budynek. Jeszcze nigdy nie widziałam tak wielkiej szkoły jak ta. Nowe miasto, nowe liceum, nowi ludzie. To było tak męczące... Ale w tym roku będę mieć osiemnaście lat, będzie bal pod koniec szkoły i będę mogła robić co zechce, nawet jeśli mama będzie chciała się przeprowadzić, ja mogę zostać. Idąc przed siebie z lekko schyloną głową i delikatnym uśmiechem na ustach. Nie bałam się niczego, tylko, że chciałam już z tym skończyć, osiedlić na stałe i mieć w końcu coś czego nie miałam... przez długie miesiące, zastanawiałam się co jest tak ważne i tak mi tego brakuje, ale nigdy nie wiedziałam co chodzi po mojej głowie... W jednej sekundzie wpadłam na kogoś i upadłam na ziemię co wyrwało mnie z zamyśleń. Czułam ból przeszywający moje kolana, ale gorsze było chyba to, że upokorzyłam się już pierwszego dnia. Lekko się uniosłam i powoli zaczęłam zbierać swoje rzeczy.
-Przepraszam. To moja wina. - Wymamrotałam, nie odrywając wzroku od asfaltu.
-Nie przejmuj się, każdemu może się zdarzyć. - Uniosłam głowę do góry, na wprost dziewczyny, która była szeroko uśmiechnięta. miała taki cudowny, szczery uśmiech. Miała kruczoczarne włosy i piękne zielone oczy,była po prostu zniewalająco śliczna. Po szybkim przejrzeniu się wstałam, a ona podała mi resztę moich zeszytów.
-Dzięki. - Uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na plan lekcji, który wciąż był na wierzchu. - Hej mogłabyś mi powiedzieć gdzie jest sala 137 C?
-Tak, jest na drugim piętrze, lewe skrzydło, na nowszej części szkoły. - Uśmiechnęła się szeroko.
-Dobra to idę szukać. Jeszcze raz dzięki i przepraszam.
-Nie ma za co. - Mrugnęła do mnie i poszłam dalej kierując się w stronę budynku szkoły. Weszłam do środka i kierowałam się w stronę schodów. Jak już je pokonałam i wdrapałam się na trzecie piętro, szłam długim korytarzem i patrzyłam po drzwiach, szukając właściwego numeru sali. Hol ciągnął się w nieskończoność, aż w końcu dotarłam pod sale której szukałam. Usiadłam pod drzwiami, kiedy właśnie zadzwonił dzwonek, przez co musiałam z powrotem wstać. Zaczęło się schodzić co raz więcej osób pod klasy, aż w końcu zrobił się straszny tłok.
-Hej, to Ty. - Usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam szatynkę, którą poznałam kilkanaście minut wcześniej , tym razem z jeszcze większym uśmiechem.
-Hej, tak to ja. - Wyszczerzy się.
-Właśnie miał dojść ktoś nowy, ale nie myślałam, że to Ty. Przepraszam, ale czy mogłabyś mi powiedzieć, jak masz na imię?
-Emily Simmons.
- Śliczne imię! Ja jestem Jessica War, ale mów mi Jess, a teraz mamy lekcje angielskiego z panem Wood'em.
-Ostry jest?
-Nie, akurat on jest spoko.
-Cieszę się . -Uśmiechnęłam się szeroko po czym przyszedł pan Wood. Weszliśmy do sali, zajęłam wolne miejsce na końcu sali. Siedziałam i słuchałam nauczyciela, kiedy dostałam czymś w głowę. Spojrzałam w dół na podłogę i zobaczyłam zmięta karteczkę. Podniosłam ją, rozłożyłam i zaczęłam czytać.
" Ej Chris ciągle Ci się przygląda, wpadłaś mu w oko. Lepiej uważaj na niego, nie za ciekawy typ.
Jess."
Przeczytałam ten tekst jeszcze dwa razy. Zgięłam karteczkę i włożyłam do piórnika. Spojrzałam na Jess, która cały czas się na mnie patrzyła z szerokim uśmiechem. Szepnęłam w jej stronę nie i pokręciłam przecząco głową. Mina dziewczyny mnie rozwaliła przez co zaczęłam się śmiać.
-Panno Simmons, może powiesz nam co Cię tak śmieszy? -Pan Wood podniósł swój głos.
-Przepraszam... -Skuliłam się i czułam jak robię się czerwona, a każdy wlepia we mnie swój wzrok.
-Proszę, aby to się nie powtórzyło. - Wysapał pan Wood.
-Dobrze. - Czułam się głupio, jaka ze mnie kretynka, żeby się tak ośmieszyć pierwszego dnia. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Po lekcji wyszłam szybko z sali i szłam przed siebie. Wyciągnęłam plan i zastanawiałam się, w która stronę mam iść.
-Sama to w tej szkole się nie odnajdziesz, może pomóc? - Odwróciłam się i zobaczyłam Chrisa. Poczułam coś dziwnego w brzuchu.
-A, gdzie moje maniery, Chris jestem. - Uśmiechnął się szeroko i zadziornie.
-Wiem... znaczy... - Czułam jak się robię czerwona. - Em, jestem - podałam mu rękę a on ją uścisnął.
-Ale masz mięciutkie ręce. - Wyszeptał a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
-Sory Christianie, ale Em jest już moja.
-Jess, zamknij się, chciałem być miły. - Mruknął zażenowany.
-Ta... ja wiem jaki chciałeś być miły, spierdalaj stad!
-Spokojnie... Cześć Em.- uśmiechnął się do mnie, przez co ugięły się pode mną nogi. To było dziwne.
-Jak już mówiłam, czy tam pisałam, uważaj na niego.
-Ale dlaczego? Przecież wydaję się być fajny.
-No właśnie.
-Co no właśnie?
-Wydaje się...
-Czekaj, powiedz to całym zdaniem...
-Jezu... Chodzi o to, ze on niby wydaję się być super i wgl, ale to pozory. Zdobywa dziewczyny, po to żeby je przelecieć i pochwalić się kolegom. Dziwny typ, serio uważaj na niego. -To co powiedziała Jessica zaszokowało mnie.
-Chris nie wygląda na takiego, ale to serio prawda?! To nie są jakieś głupie plotki?!
-Serio, znam kilka dziewczyn które tak wychujał, a teraz udaje, że ich nie zna.
-Aha, to spoko..
-Ej, nie mów,że Ci się spodobał!
-Nie, nigdy.. może na początku wydawał się fajny i przystojny, ale po tym co usłyszałam..
-No ok..-wymamrotała skrzywiona.
Po szkole wróciłam do domu taksówką, bo mama nie miała czasu..zresztą jak zwykle. Weszłam do pustego domu, zamknęłam drzwi na klucz, wgramoliłam się na górę do swojego pokoju, wzięłam prysznic i poszłam spać. O 4 rano obudził mnie dźwięk sms-a. Z wielką złością podniosłam się na łokciu i sięgnęłam po telefon, który leżał na szafce nocnej. Byłam zaspana i ledwo miałam otwarte oczy, dlatego ta czynność zajęła mi ponad pięć minut.
Od: Nieznajomy
,,Ej, możesz wyjść na chwilę?!''
-Nie wiem czyj to numer i mam wychodzić o czwartej rano na ulicę?! -Myślałam na głos. -Może to Jess, przecież tylko ona ma mój numer i wie gdzie mieszkam..-wciąż myślałam na głos. Powoli zsunęłam się z łóżka, założyłam swoje papcie w kształcie świnek, spięłam włosy w niechlujnego koka, narzuciłam na siebie szeroki sweter, nasunęłam spodenki na majtki i kierowałam się w stronę wyjścia. Chciałam zejść jak najszybciej, by nie obudzić mamy. Moja akcja przebiegła pomyślnie, sen mojej mamy był tak silny, że nic nie było w stanie jej obudzić. Kiedy byłam już za progiem domu, zaczerpnęłam świeżego powietrza i zaczęłam przed siebie zastanawiając się, kto do cholery wyrwał mnie z cieplutkiego i mięciutkiego łóżeczka.
=======================================================================
pytania: ask
Rozdziały postaram się dodawać co tydzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz